Zamknij
REKLAMA

Mieleckie parafie - rodziny czy organizacje

16:31, 05.02.2020 | A.T
REKLAMA
Skomentuj

Tomasz Terlikowski, kiedyś uważany za ultraortodoksę katolickiego, dzisiaj idzie w swym pisaniu  w poprzek drogi polskiego episkopatu. By nie powiedzieć, że całkiem w drugą stronę. Oczywiście nie w sprawach ortodoksji katolickiej, ale sposobu działania tak episkopatu jak i jego poszczególnych biskupów czy nawet kapłanów.

Ostatnio przeczytałem jego wypowiedź o odpowiedzialności za Kościół, jaka spoczywa na ludziach świeckich. Jest to szczególnie ważne teraz, gdy Kościół traci wiernych i pozycję, a mimo to jego „struktury hierarchiczne skupione są na „obronie swoich” i uciszaniu „niepokornych”(cytat z artykułu).

I pisze dalej Terlikowski, że „choć oczywiście w Kościele są różne powołania, różne posługi, a także istnieje hierarchia, to w niczym nie narusza to podstawowej prawdy o tym, że świeccy są dokładnie tak samo Kościołem, jak duchowni, i że mają wobec owego Kościoła dokładnie takie same obowiązki i są za niego dokładnie tak samo odpowiedzialności (choć na innych polach).”

Wysłuchałem kazania mieleckiego księdza Tomasza, z parafii MBNP, który, pewnie nieświadomie, w jakiś sposób nawiązał do poruszanego tu tematu odpowiedzialności świeckich za swoją parafię. Czyli za Kościół w ogólności. Zakładam, że ksiądz Tomasz prezentował oficjalne stanowisko naszego księdza Proboszcza, bo raczej inaczej być nie może.

Nawiązując do przypadającej dzisiaj pierwszej niedzieli Słowa Bożego, niedzieli modłów za powodzenie V Synodu Diecezji Tarnowskiej oraz do słów z czytań mszalnych, gdzie św. Paweł napominał wiernych, by „żyli w zgodzie i by nie było wśród was rozłamów; abyście byli jednego ducha i jednej myśli”, porównał parafię do wielkiej rodziny wiernych, w której to parafii-rodzinie rolę ojca rodziny pełni ksiądz proboszcz, a wierni stanowią dzieci tej rodziny. I chociaż Kościół należy do wszystkich, także do dzieci jak zaznaczył ksiądz Tomasz - to odpowiedzialność za rodziną spoczywa na jej głowie, czyli na księdzu proboszczu.

Oczywiście wcześniej zachęcał wiernych do włączanie się w życie parafii, do czynnego w nim udziału.

I naszły mnie takie myśli. Jakże daleko nasz Kościół, każda (chyba) tarnowska parafia, jest od tego, co widzimy choćby w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych, gdzie wierni rzeczywiście przejęli odpowiedzialność za swój Kościół.
W Niemczech próbuje o tym przypominać tzw. „droga synodalna”, omijając zapisy prawne i tworząc ciało, w którym głos świeckich i biskupów będzie się liczył dokładnie tak samo. W Ameryce gdyby nie świeccy i ich odwaga i determinacja, nie doszłoby do procesu oczyszczenia Kościoła z pedofilii i kryjących ją biskupów. Nieco podobnie stało się w Polsce w przypadku abp Paetza, ale to wyjątek, który potwierdza słabość, bezruch i bezradność polskich cywilnych katolików, nie mających za sobą takiego wsparcia organizacyjnego, jakie mają katolicy amerykańscy. Bo na prasę katolicką w tych sprawach w Polsce liczyć nie można.
Tak w prasie jak i samym kościele najważniejszą wartością pozostaje „posłuszeństwo i unikanie dyskusji na trudne tematy”.

I pomyślałem sobie, że nawet jakby przyjąć na chwilę, że mielecka parafia ma być jak rodzina, to na pewno nie taka, jaką pamiętają dzisiejsi proboszczowie. Czyli taką, gdzie słowo ojca było ostateczne i nie podlegające dyskusji, gdzie dzieci miały jedynie słuchać i milcząco wypełniać jego polecenia. A jak się już zbuntowały, jak miały inne zdanie, jak nie pomogły kary, w tym cielesne, to można ich było wyrzucić z domu, z rodziny. A Broń Boże z dziećmi się nie dyskutowało.

Obserwuję dzisiejsze wychowanie moich wnuków i jestem pełen podziwy dla ich rodziców. Oni wszystko swoim małym dzieciom tłumaczą. Tak by dzieci, nawet jak podejmują decyzję po myśli rodziców, robiły to w pełnym przekonaniu, że same tę decyzję podjęły. Powiedziałem kiedyś synowi, że dzisiaj dzieci wychowuje się przez negocjacje. Kiedyś wychowywało się przez rozkazy i kary. Pewnie bym już tak nie umiał, ale tak jest dobrze.

I mam wrażenie, że o takiej formie rodziny, w której słowo ojca było ostateczne i nie dyskutowalne,  myślą niektórzy nasi hierarchowie, przyrównując do niej czy to parafię, czy diecezję.

A taka rodzina, szanowni księża, skończyła się i już nie wróci. I żądanie od starcychludzi, swoich wiernych, nie mówiąc już o młodych wiernych, by byli posłuszni jak te dzieci w tej dawnej rodzinie, jest dzisiaj wyrazem braku rozeznania w świecie. Więcej, jest wyrazem błądzenia w nim.

Nie można wzywać do współpracy na rzecz rodziny – parafii zakładając, że będzie tak, jak ustali ojciec proboszcz, a wszyscy przyjmą jego wersję, kiwając głowami i jeszcze się uśmiechając. Bo tak nie będzie. Tak można sobie znaleźć jedynie klakierów, którzy stworzą parafialną statystykę dla potrzeb biskupa, ale nie wniosą do parafii niczego konstruktywnego.

Jak więc może wyglądać praca świeckich na rzecz swojej parafii, na rzecz Kościoła? Czy nośne ideologicznie i bardzo ładnie w uszach brzmiące a i budzące dobre skojarzenia w sercu, przyrównywanie parafii do rodziny ma jeszcze jakikolwiek sens?
Czy uzurpowanie sobie, bo dla mnie to uzurpacja, drobnej cząstki przymiotów Boga Ojca, który jest był, jest i będzie, i którego Słowo jest ostateczne i niedyskutowane (a przynajmniej takie powinno być) przez proboszcza czy biskupa, jest dzisiaj dopuszczalne i sensowne?

Dla mnie parafia czy diecezja z jej wiernymi to na poziomie ziemskim pewna forma organizacji. I jak każda organizacja musi mieć swojego przywódcę. Czy to będzie biskup, czy proboszcz.

I jak w każdej organizacji ostatecznie liczy się głos przywódcy. Ale mądry przywódca słucha głosu swoich podwładnych. Bo sam nigdy nie jest wszystkowiedzący, jak Bóg.

Więcej, mądry przywódca szczególnie ceni opinie odrębne od tych, które sam ma. Bo swoje opinie to on już ma. A jak podwładni będą mu przedstawiali tylko takie opnie jakie już ma, to po co mu tacy podwładni? Chyba ze jest tak nadęty władzą, że uważa, że jest jak sam Bóg nieomylny.

Kiedyś zatrudniłem nowego pracownika. W dyskusji, która rozgorzała, zapytał nieśmiało: panie dyrektorze, czy ja mogę mieć swoje zdanie? Odpowiedziałem mu: panie Januszu, ja już swoje zdanie mam i jeśli pan będzie miał moje zdanie, to na cholerę jest mi pan potrzebny.

W polskim Kościele liczy się tylko ślepe posłuszeństwo. Nikt nie ma prawa mieć swojego zdania. To jedna z przyczyn tego, że Kościół tylko dołuje w ostatnim czasie.

Niestety, jestem pesymistą. Nie wierzę, że cośkolwiek się w tej sprawie zmieni. Szczególnie gdy zmieniać/nie zmieniać będą proboszcze i biskupi, wyposażeni w takie opinie świeckich, które  są identyczne z ich opiniami. Bo w przypadku innego zdania nie będą więcej doradzali.

I tak będzie do czasu, kiedy nie poczują się nie ojcami rodzin w starym stylu, ale przywódcami nowoczesnych organizacji, gdzie liczy się efektywność,  a nie „moja racja”.

Albo racja biskupa.

 

(A.T)

Od kilkunastu lat felietonista mediów mieleckich. Pisze o sprawach lokalnie aktualnych i ogólnie uniwersalnych. Twórca wierszy i bajek. Inżynier. Członek ZLP.

Andrzej Talarek

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMAPodróż i spacer z dzieckiem na Ceneo.pl
REKLAMA

komentarz (19)

Super :)Super :)

11 9

Kazania w niedziele synodalne są te same w każdej parafii, więc nie zrzucajmy na proboszcza, że coś mu kazał mówić. Wspólnoty pierwszych chrześcijan, później parafie od początku istnienia Kościoła były określane jako rodzina, gdzie musi być głowa rodziny. Dawniej to był biskup, później prezbiterzy (proboszcz). To że dziś parafię porównuje się do rodziny to nic nowego. I nadal to jest aktualne. Rozbijają się rodziny (które Jan Paweł II określa domowym Kościołem) to i Kościół się rozbija.
Po drugie nie porównujmy Polskiego Kościoła do Kościoła na zachodzie, bo tam brakuje księży i siłą rzeczy świeccy musieli przejąć parafie. I jest to tragiczne rozwiązanie. Skończyło się tak, że świeccy mówią księdzu co ma robić, kiedy może Msze odprawić, ile ma trwać i nie ma nic do dyskusji... A Kosciół w Ameryce to głównie protestanci, duchowni mają rodziny, nie ma Mszy tylko spotkania bardzije towarzyskie ze śpiewami.
Również zgadzam się, że trudno o rodzinną atmosferę w tak dużej parafii. Ale trudno też nawiązać jakieś relacje, jeśli 95% parafian nie jest zaangażowana w cokolwiek w parafii, przychodzi tylko ,,popatrzec" w niedziele. Myślę, że każdy z nas tworzy Kościół i to jaka tam będzie atmosfera, zależy od podejścia każdego z nas.
NIkt nie jest idealny, dlatego Kościół jest wspólnotą grzeszników, a więc niedoskonałą i skandale były, są i będą zawsze. Ale parafrazując abp Schena, gdybym nie był katolikiem i chciałbym znaleźć prawdziwy Kościół, szukałbym takiego Kościoła, który nie żyje w zgodzie ze światem, szukałbym Kościoła, którego świat nienawidzi Jak Chrystusa. Dzięki :)
20:56, 05.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

MmMm

8 13

Zgadzam się z Panem Andrzejem w 100 procentach. Niestety klerykalizm drąży od środka obecne parafie, a w Mielcu szczególnie 21:40, 05.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Za nicZa nic

12 2

Wg mnie proboszcz może słuchać głosów parafian i myślę , że słucha w sprawach dotyczących "materialnego" kościoła i parafii. Robi to poprzez Radę Parafialną, chodząc po kolędzie i spotykając się z parafianami. Prawdy wiary nie są do negocjowania z parafianami. 00:23, 06.02.2020

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Rady parafialneRady parafialne

5 1

Niestety rady parafialne to skrupulatnie dobrany skład osób takich, które będą przytakiwac proboszczowi. Czy ktoś zadał sobie trud aby przyobserwowac jak odbywa się głosowanie do rady parafialnej? Jeśli nie, to polecam- to głosowanie, to fikcja. W skład rady wchodzą zawsze te osoby, które mają być i najlepiej aby siedziały cicho i przytakiwaly. Ale trzeba tez zaznaczyc, ze rady parafialne muszą być przy parafiach, bo tak stanowi prawo. Przykre jest to, ze rady parafialne to osoby dobrze sobie znane, taki klub wzajemnej adoracji co nic nie wnoszą, jak już to tylko mącą i plotkuja. 11:59, 11.02.2020


Za nicZa nic

11 2

Chcę jeszcze zapytać czy w wychwalanych państwach podejście księży do parafian spowodowało zwiększenie się ilości praktykujących katolików ? Z tego co wiem ilość ta ciągle spada, kościoły katolickie są zamykane, brakuje księży, przybywa natomiast ilość meczetów w których nie dyskutuje się jak mają być organizowane nabożeństwa , a nawet ile razy dziennie muzułmanin ma się modlić, jak się ma ubierać itd. Niech jednak ktoś spróbuje zakpić z Mahometa i wiary muzułmańskiej może czekać go śmierć. Obecnie w Polsce i na zachodzie Europy wyśmiewanie z wiary katolickiej i katolików nawet zabronione przez konstytucję jest na porządku dziennym. Myślę, że wychowanie dzieci przez ich głaskanie i spełnianie ich kaprysów, a bez karania do niczego dobrego nie doprowadzi. Podobnie jest z Kościołem i jego stosunkiem do wiernych. 00:51, 06.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Ksiaze panKsiaze pan

10 10

Maja niektorzy sztuczne problemy. Za robote sie wziasc. Zajac rodzina. Dziecmi. Zonie cos kupic. A nie gornolotnymi.sorawami.kosciola ktory wlasne brudy zamiata pod dywan i klamie oszukuje. Kosciol to maszynka pieniedzy dla ksiezy. Ale ich zlote eldorado.sie konczy. Mlodzi sie nie daja nabierac na puste gesty i slowa falszywe duchownych. Obluda wylewa sie z kosciola. 21:42, 06.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Mielec12345Mielec12345

11 7

Z definicji SJP
"parafianin
przestarzałe: człowiek bez ogłady, wykształcenia, zacofany, ograniczony" i tak przez wieki ludzie byli postrzegani przez władze kościelne. Z czasem zwrot jakim przemawiali do nas z ambony przyjęliśmy jako określenie pewnej wspólnoty, przy jednej parafii, jednak podobnie jak stosowane dawniej "tłuszcza" odnosiło się do ludu ciemnego, którym w oczach kościoła ciągle jesteśmy.
07:21, 07.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

menmen

6 1

Plasterek ma trochę racji ale...nie ma ale. 16:06, 07.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

XZYXZY

7 5

Wszędzie trzeba być człowiekiem. Proboszcz bo to on jest głową rodziny (przynajmniej powinien być) zwanej parafią jeśli jest nadentym w tytuły, przekonany o swojej nieomylności, nieprzystępny pazerny na pieniądze, a o tzw. miłosierdziu i miłości do bliźniego mówi tylko na kazaniach, a w życiu codziennym sam za nic ma drugiego człowieka, za nic ma nawet współbraci księży pogardza nimi skubie jak tylko może powinien mieć świadomość że takie "dobro" kiedyś do niego powróci i oby na starość miał by mu kto szklankę wody podać.
Są tacy w naszym Dekanacie - nadęci bufoni z ambicjami na wysokie kościelne stanowiska którym jednak powinęła się noga i wylądowali na peryferiach Diecezji, pozostając poza wszelką kontrolą ze strony wiernych dobierają sobie do rady parafialnej osoby spolegliwe, bez własnego zdania, które nie sprzeciwią się "majestatowi" bufona i przyklepią wszystko co oświecony powie.
Szantażują wiernych, że będą mieć problem z tym czy innym sakramentem czy pogrzebem drą kasę bez miłosierdzia. Pytam jaki to jest przykład zwłaszcza dla młodzieży która na potęgę odchodzi od kościoła. 18:09, 07.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

nienie

8 5

Parafianie skladaja sie i buduja wspolne dobro - mienie parafialne ale gdy chca sprzedac to decyduje o cenie i podziale pieniedzy.... kuria. Gdy rodzice nie mieli kasy a zmarla babcia to ksiadz nie wyznaczyl daty pogrzebu dopoki nie dostal kasy (to bylo w latach 70ych ale bylo). By zmniejszyc koszty palono smieci na cmentarzu chlop proszac o skonczenie tego procederu w rozmowie telefonicznej z proboszczem zostal oczerniony. Czy tak postepuje sie w rodzinie? Czy glowa rodziny robi co chce i nie konsultuje swoich decyzji z nikim? Czy glowa rodziny zadluza rodzine a potem krzyczy - dawac kase bo mamy dlug, zyje w palacu wozony limuzyna przez kierowce w czasie gdy czlonkowie rodziny umieraja bo nie maja na leki, na jedzenie? 22:14, 08.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

HehHeh

2 6

Po co się tak rozpisywać? Niech *%#)!& klechy. 18:17, 10.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA

OlekOlek

4 2

Moim zdaniem parafia nie jest rodziną ani organizacją. Jest wspólnotą, czasem lepszą, czasem gorszą.

Użycie tu słowa rodzina to lekkie nadużycie. Organizacja nie do końca mi pasuje...

Ale jakbym miał wybierać, to bliżej tej wspólnocie do organizacji niż do rodziny.

18:33, 10.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

QWQW

6 6

Mamy tu w okolicy dobrodziejów którym sodowa za granicą i na urzędach uderzyła w nozdrza i datki w podpisanych kopertach każą sobie składać. Ciekawe co na to US
18:57, 10.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ZawiszaZawisza

9 3

Jak pleśń
Pan się pomyli no cóż polecam poczytać historie polski od mieszka 1 się Pan czegoś może nauczy o prawej stronie i jaki ma to na dzieje Polski wpływ przez zarania wieków i jak to się znowu skończy , a skończy się 4 rozbiorem Polski pozdrawiam 15:49, 11.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ten ci onten ci on

6 5

parafia to nie rodzina a wielu ksiezy nalezy wyslac na 10 lat do klasztorow zamknietych by skruszeli i zobaczyli jak wyglada modlitwa post pokora. 17:54, 12.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Paweł_Paweł_

5 3

Panie Andrzeju, miał Pan bardzo ciekawe felietony ale od jakiegoś czasu są nijakie. Niech Pan nie schodzi na tematy światopoglądowe, religijne. Wystarczy już tej wody na młyn ludziom nieprzychylnym kościołowi. 09:27, 13.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

teratera

5 2

To nie jest felieton tylko farmazon, facet nie ma pojęcia o czym pisze. Kościół założył Chrystus "Piotrze ty jesteś skała na Tobie zbuduję Kościół mój". Gdzie tu jest miejsce na demokrację, co Wy ludzie bredzicie. Jeden farmazonista napisze a niektórzy papugują. Nie róbta co chceta ale douczta się trochę czym jest Kościół. P0zdrawiam 09:46, 15.02.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

KazikKazik

5 5

Bardzo dobry felieton,niestety mówi prawdę o naszym kościele ,kler wiekszosci jest zadufany w sobie , a w wiernych widzi tylko cel do powiększania własnych dóbr doczesnych ,bez sumienia,bez miłosierdzia i bez niesienia pomocy potrzebującym ,zajmujący się biznesem i polityką, no i skutki tego widać w kościołach - same siwe głowy , a młodych nie widać.
Jeszcze kilka lat i kościoły trzeba będzie zamykać chyba że kler się obudzi i zacznie podążać drogą jaka nakazuje ewangelia. 14:17, 15.02.2020

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

teratera

4 0

Dla młodych ludzi bogiem jest internet i łatwa kasa bez pracy i odpowiedzialności, nie ma to nic wspólnego z Kościołem i Jego Ewangelią.Brak w narodzie moralności.W Kościele nie ma demokracji, bo być nie może, tak samo jak w armii nie ma demokracji bo rozkaz to rozkaz. 20:52, 15.02.2020


REKLAMA
REKLAMA
© hej.mielec.pl | Prawa zastrzeżone