Kto z Was pamięta dziś okresy prehistoryczne albo wzory skróconego mnożenia? Założę się, że znacznie lepiej pamiętacie nauczycielkę geografii, która zawsze była ubrana tak samo albo klasowego błazna z ostatniej ławki. A pamiętacie, dlaczego wybraliście właśnie tę szkołę?
Bo była rodzinna tradycja. Bo szli tam znajomi. Bo rodzice tak zdecydowali. Bo był konkretny profil albo zawód. A gdyby dziś dać Wam drugą szansę, wybralibyście tak samo? Nie jestem pewna. Bo prawda jest taka, że niewielu piętnastolatków naprawdę wie, co chce robić przez następne czterdzieści lat swojego życia. I całe szczęście. Dorastanie nie powinno polegać na podejmowaniu nieodwołalnych decyzji. Powinno polegać na odkrywaniu siebie.
Dlatego, gdy rodzice pytają mnie, na co zwrócić uwagę przy wyborze szkoły, odpowiadam inaczej, niż oczekują. Nie zaczynajcie od rankingu. Sprawdźcie ludzi. Zobaczcie, jak nauczyciele rozmawiają z uczniami. Czy młodzi ludzie są tam traktowani z szacunkiem. Czy jest miejsce na błędy. Czy można mieć własne zdanie. Czy ktoś zauważy ucznia, który właśnie przeżywa najgorszy tydzień swojego życia.
Mam za sobą pracę w różnych szkołach. W jednej z pierwszych, zaraz po studiach, usłyszałam od pedagoga, żebym sprawdziła, czy działają jej długopisy. Psycholog w tej szkole wydawał się mniej potrzebny niż wkład do pióra. To mało zabawna historia, ale pokazuje coś ważnego. Szkoła nie jest budynkiem. Szkoła jest kulturą organizacyjną. Jest odpowiedzią na pytanie: co robimy z człowiekiem, który właśnie przekracza próg? Czy dajemy mu poczucie bezpieczeństwa, czy każemy od razu udowadniać swoją wartość?
A psychologia jest tu bezlitosna. Bezpieczeństwo zawsze wyprzedza rozwój. Dopiero kiedy młody człowiek czuje się zauważony, akceptowany i traktowany poważnie, jego mózg może zająć się nauką. Może właśnie dlatego tak dobrze pracuje mi się w Niepublicznym Liceum Ogólnokształcącym w Mielcu. Jest tam przestrzeń. Dosłownie i metaforycznie.
To szkoła dla ludzi, którzy lubią myśleć samodzielnie. Dla tych, którzy nie mieszczą się łatwo w szufladkach. Nie dlatego, że są buntownikami. Częściej dlatego, że są ciekawi świata. Podoba mi się również to, że zamiast pytać uczniów: „Kim będziesz?”, szkoła częściej pyta: „Co Cię interesuje?”. Stąd między innymi dwie ścieżki rozwoju. Zdrowotna, bliska mojemu sercu, bo patronuję jej jako psycholog. Jest tam biologia, psychologia, człowiek i jego dobrostan. Ale równie bliska jest mi ścieżka biznesowa. W końcu od kilku lat prowadzę własną firmę i wiem, że przedsiębiorczość nie zaczyna się od zakładania działalności gospodarczej. Zaczyna się od odwagi, samodzielności i umiejętności współpracy z ludźmi.
I właśnie tego życzyłabym wszystkim uczniom, którzy jutro zamkną proces rekrutacji.
Nie trafnego wyboru zawodu.Tego jeszcze nikt od Was nie ma prawa wymagać. Życzę Wam trafnego wyboru miejsca, w którym będziecie mogli przez kilka najbliższych lat spokojnie dorastać, zmieniać zdanie, odkrywać siebie i czasem się mylić.
PS. I nie, dyrektor Jastrzębska nie płaci mi za napisanie tego tekstu. Gdyby płaciła, prawdopodobnie musiałabym napisać, że szkolne krzesła są wyjątkowo wygodne. A nie są. Za to ludzie są naprawdę w porządku.
Ewa Ingram – psycholog, absolwentka Wydziału Psychologii Uniwersytet Warszawski, prowadzi Pracownię Psychologiczną „Relacja” w Mielcu. Na co dzień pracuje również jako psycholog w Niepublicznej Szkole Podstawowej z Oddziałami Dwujęzycznymi oraz Niepublicznym Liceum Ogólnokształcącym w Mielcu.
Udziela konsultacji psychologicznych, prowadzi terapię, szkolenia i warsztaty. Wspiera dzieci, młodzież i dorosłych w budowaniu zdrowych relacji – z innymi i z samym sobą. W mediach społecznościowych (@ewa_ingram) popularyzuje psychologię w codziennym wydaniu. W swoich felietonach przygląda się ludziom, relacjom i temu, co psychologicznie dzieje się wokół nas każdego dnia.