Felietony

Zamknij
Ktoś pyta mnie, kim jestem i pierwsza odpowiedź, która przychodzi mi do głowy, to „jestem mamą". Dopiero chwilę później przypominam sobie resztę - że mam pracę, poglądy, przyjaciółki, rzeczy, które lubię robić i inne, których nie znoszę. To opóźnienie mnie zastanawia, bo nie wiem, czy jest piękne, czy niepokojące i czy jest dla mnie w ogóle dobre.
Ocalić życie, ocalić opowieść, czyli o najnowszej książce Wojciecha Tochmana
Cokolwiek zrobisz, ktoś znajdzie w tym dziurę. Jeśli mówisz dużo, jesteś przemądrzały, a jeśli mówisz mało, jesteś zimny i wycofany. Jeśli dużo pracujesz, zaniedbujesz resztę życia, a jeśli pracujesz mniej, nie masz ambicji. Jeśli pomagasz, wsadzasz nos w nie swoje sprawy, a jeśli nie pomagasz, jesteś egoistą, który myśli tylko o sobie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał jakiś problem z tobą lub z tym, co robisz.
Na redakcyjną skrzynkę trafiają kolejne wiadomości od Czytelników, którzy zwracają uwagę na sposób prowadzenia kampanii referendalnej. Ich zdaniem część mieszkańców może utożsamiać podpis pod referendum przede wszystkim ze sprzeciwem wobec konsolidacji mieleckiego szpitala.
Są książki, które opowiadają historię. Są też takie, które przypominają o tym, co od zawsze było fundamentem ludzkiego istnienia. „Akuszerki” Sabiny Jakubowskiej należą właśnie do tej drugiej kategorii.
Wakacje zaczynają się dziś trochę wcześniej niż kiedyś. Nie od końca roku szkolnego, ale od wiadomości na klasowej grupie: „Kiedy konferencja klasyfikacyjna?”.Potem jest już tylko gorzej. Półkolonie, turnusy, dziadkowie, ciocie, grafiki, urlopy, rotacje i arkusze kalkulacyjne. Kto odbiera? Kto zawozi? Kto ma wolne? Kto może zamienić dyżur? Dzieci marzą o wakacjach. Rodzice marzą o logistyce, która się nie rozsypie. Wakacje miały być odpoczynkiem. Tymczasem wielu z nas zaczyna je bardziej zmęczonych niż po całym roku szkolnym.
Po latach pracy z ludźmi wiem jedną rzecz, której żadna technika komunikacji nie zmieni: jeśli druga strona nie chce się dogadać, nie dogadacie się. Możesz znać każdą metodę, każde pytanie otwarte i zasadę aktywnego słuchania, mówić spokojnie, jasno, z pełnym zrozumieniem dla czyjejś perspektywy - i czasem to nie ma żadnego znaczenia, bo druga osoba nie przyszła do tej rozmowy, żeby się dogadać. Przyszła, żeby wygrać, udowodnić swoje, mieć ostatnie słowo.
Mamy dziś dzień, w którym ONZ przypomina światu, że mowa nienawiści jest problemem - jakby ktoś potrzebował przypomnienia. Wystarczy scrollować pięć minut, żeby zobaczyć, że nie potrzebujemy kalendarza - potrzebujemy zwierciadła.
Kiedy zamknęłam „Gołoborze” Macieja Siembiedy, przez długi czas nie potrafiłam wrócić do codzienności. Są książki, które dostarczają rozrywki, są takie, które uczą, i są wreszcie takie, które pozostawiają w człowieku ślad. „Gołoborze” należy do tej ostatniej kategorii. To nie jest powieść, którą się po prostu czyta. To historia, którą się przeżywa, a później nosi w sobie jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę.
Są ludzie, którym wolno. Wolno im być zmęczonymi, rozczarowanymi, wymagającymi, powiedzieć „nie" bez tłumaczenia się, wyrażać potrzeby, stawiać granice, mieć zdanie. Kiedy to robią - są asertywni, odważni, autentyczni. Ale jest też ta druga grupa, druga strona – ci, którym przyklejono łatkę.
Kto z Was pamięta dziś okresy prehistoryczne albo wzory skróconego mnożenia? Założę się, że znacznie lepiej pamiętacie nauczycielkę geografii, która zawsze była ubrana tak samo albo klasowego błazna z ostatniej ławki. A pamiętacie, dlaczego wybraliście właśnie tę szkołę?
„Ten się śmieje, kto ma zęby” Zyty Rudzkiej to książkaniespotykana. Naprawdę. To nie jest powieść, która pozwala wygodnie usiąść w fotelu i zanurzyć się w przyjemnej historii. Wręcz przeciwnie, momentami uwiera, prowokuje, wytrąca z czytelniczego komfortu, ale właśnie dzięki temu działa z taką siłą. Rudzka tworzy opowieść o stracie, pamięci i miłości, jednak robi to w sposób daleki od schematów, do których literatura zdążyła nas przyzwyczaić.
Siedzisz w pokoju z kimś bliskim, rozmawiasz z koleżanką z pracy albo odbierasz telefon od przyjaciela, który znowu przechodzi przez trudny moment. Słuchasz o pretensjach, żalu, o kolejnej awanturze czy życiowej frustracji i nagle czujesz, jak całe to napięcie zaczyna powoli, kropla po kropli, przesiąkać do twojej głowy. Chłoniesz ten emocjonalny koktajl jak gąbka, a kiedy rozmowa dobiega końca, odkładasz telefon i czujesz się tak, jakby ktoś spuścił z ciebie całe powietrze. Masz ochotę po prostu się położyć, jesteś bez energii, doszczętnie wykończony.
Czerwiec wydaje mi się najbardziej polskim miesiącem. Jest procesja, są lody i oczekiwanie na wakacje. Jest kolorowo. Mielec wychodzi z domów.
Wszyscy dookoła są idiotami - przynajmniej tak to wygląda, kiedy scrollujesz komentarze, siedzisz na zebraniu albo próbujesz wytłumaczyć coś komuś bliskiemu po raz dziesiąty. Idioci w pracy, idioci w internecie, idioci na drodze, idioci przy świątecznym stole. I wiesz co jest w tym najzabawniejsze? Każdy z tych idiotów myśli dokładnie to samo o tobie.