Mamy dziś dzień, w którym ONZ przypomina światu, że mowa nienawiści jest problemem - jakby ktoś potrzebował przypomnienia. Wystarczy scrollować pięć minut, żeby zobaczyć, że nie potrzebujemy kalendarza - potrzebujemy zwierciadła.
Hejt to nie jest coś, co robią inni, gdzieś, kiedyś. To jest coś o wiele bliżej - komentarz, który właśnie napisałeś pod zdjęciem kogoś, kogo nie znasz, „szpila”, którą wbiłeś komuś bez sensu, bo akurat byłeś w kiepskim nastroju i potrzebowałeś gdzieś to wyładować. To jest „a komu to przeszkadza" wypowiedziane przez kogoś, kto sam nigdy nie dostał takiego komentarza pod swoim zdjęciem.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, jak łatwo nazywamy to opinią. Jakby napisanie komuś, że jest brzydki, głupi albo nie powinien żyć, było formą wyrażania poglądów. To nie jest opinia, a paskudne zachowanie wobec drugiego człowieka, owinięte w prawo do wolności słowa, bo tak jest wygodniej.
Po drugiej stronie ekranu nikt nie jest awatarem. Jest tam ktoś, kto czyta to, co napisałeś i kto to bierze do siebie, nawet jeśli wygląda na to, że ma to gdzieś. Te słowa zostają. Czasem na bardzo długo.
Dlatego dziś mam takie małe wyzwanie dla wszystkich z nas: zanim wkleisz coś, czego nie powiedziałbyś tej osobie w oczy - zastanów się, dlaczego właściwie chcesz to napisać. Czy to naprawdę jest o tej osobie czy może o tobie i o tym, że akurat ci ciężko, a ona była najbliżej.
Hejt, mowa nienawiści, nigdy nie mówi nic o tym, kogo atakuje. Mówi wszystko o tym, kto atakuje.