Felietony

Zamknij

Z dna rzeki nikogo nie wyciągniesz, czyli o wsparciu bez emocjonalnego wyniszczenia

Lidia Lejko Lidia Lejko 07:09, 06.06.2026 Aktualizacja: 20:31, 05.06.2026
Z dna rzeki nikogo nie wyciągniesz

Siedzisz w pokoju z kimś bliskim, rozmawiasz z koleżanką z pracy albo odbierasz telefon od przyjaciela, który znowu przechodzi przez trudny moment. Słuchasz o pretensjach, żalu, o kolejnej awanturze czy życiowej frustracji i nagle czujesz, jak całe to napięcie zaczyna powoli, kropla po kropli, przesiąkać do twojej głowy. Chłoniesz ten emocjonalny koktajl jak gąbka, a kiedy rozmowa dobiega końca, odkładasz telefon i czujesz się tak, jakby ktoś spuścił z ciebie całe powietrze. Masz ochotę po prostu się położyć, jesteś bez energii, doszczętnie wykończony.

Dzieje się tak, ponieważ od najmłodszych lat żyjemy w sidłach jednego z największych kłamstw, jakie kiedykolwiek wmówiono nam o relacjach międzyludzkich. Kultura dosłownie wytresowała nas w przekonaniu, że miarą autentycznej bliskości i dobroci jest gotowość do brania na siebie cudzego bólu. Nauczyliśmy się wierzyć, że jeśli nie chorujemy razem z drugim człowiekiem, jeśli nie zarywamy nocy z powodu jego problemów i nie pozwalamy demolować swojego spokoju, to jesteśmy zimni, egoistyczni i nieczuli. To potworna pułapka. Przez to błędne myślenie uwierzyliśmy, że jedynym dowodem na naszą wrażliwość jest emocjonalne współwyniszczenie.

Bardzo często mylimy dwa pojęcia: mądre zrozumienie i destrukcyjne współczucie. Kiedy ktoś przychodzi do nas z ciężarem, klasycznie rozumiane współczucie odruchowo mówi: „O matko, to straszne, tak bardzo mi ciężko razem z tobą”. Intencja jest piękna, ale efekt bywa opłakany, ponieważ ostatecznie dwoje ludzi leży na samym dnie i nikt nikomu nie jest w stanie pomóc. Żaden ratownik na świecie nie skacze do lodowatej, rwącej rzeki bez żadnego zabezpieczenia tylko po to, żeby solidarnie utonąć u boku poszkodowanego. Bo z dna rzeki nikogo się nie wyciągnie.

Prawdziwa, zdrowa empatia działa zupełnie inaczej. Ona pozwala ci przeczytać emocje drugiego człowieka jak mapę, ale wcale nie każe ci się na tej mapie gubić. Możesz stać stabilnie na brzegu, kochać, wspierać i podawać rękę, ale nie musisz wpadać do wody.

Żeby tak się stało, potrzebujemy nauczyć się stawiać w trakcie trudnych rozmów coś, co możemy nazwać mentalną szybą, choć najprościej nazwać to wprost - granicą. Jednak stawianie granic często kojarzy nam się z egoizmem, więc ta symboliczna szyba bywa dla nas bardziej przyswajalna. Dzięki niej dajesz rozmówcy swoją pełną uważność, słuchasz go całym sercem i walidujesz jego emocje, ale nie pozwalasz, by jego chaos zalał twój system nerwowy. Możesz powiedzieć słowa, które dają ogromne oparcie, a jednocześnie trzymają bezpieczny dystans: „Słyszę, ile cię to kosztuje”. „Masz pełne prawo czuć złość w tej sytuacji”. „Rozumiem twój punkt widzenia, choć patrzę na to inaczej”(bo możesz widzieć to inaczej).

Kiedy tak rozmawiasz, druga strona otrzymuje twoją uwagę, wie, że jest słuchana i że nie jest sama. Ty dajesz wsparcie, ale twoje osobiste zasoby i twój spokój zostają nienaruszone.

Chronienie siebie i swoich granic przed cudzym chaosem to coś, co wszyscy jesteśmy winni samym sobie. W każdej rozmowie, którą prowadzisz, twoje samopoczucie i twoje zdrowie psychiczne są dokładnie tak samo ważne jak emocje osoby, która siedzi naprzeciwko. Oddawanie kontroli nad własnym nastrojem tylko dlatego, że ktoś inny nie radzi sobie ze swoim, nikomu nie pomaga, a nas samych prowadzi prosto do wypalenia.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
0%