Felietony

Zamknij

Jeśli ktoś nie chce się dogadać, to się nie dogada

. 07:19, 20.06.2026
Jeśli ktoś nie chce się dogadać, to się nie dogada

Po latach pracy z ludźmi wiem jedną rzecz, której żadna technika komunikacji nie zmieni: jeśli druga strona nie chce się dogadać, nie dogadacie się. Możesz znać każdą metodę, każde pytanie otwarte i zasadę aktywnego słuchania, mówić spokojnie, jasno, z pełnym zrozumieniem dla czyjejś perspektywy - i czasem to nie ma żadnego znaczenia, bo druga osoba nie przyszła do tej rozmowy, żeby się dogadać. Przyszła, żeby wygrać, udowodnić swoje, mieć ostatnie słowo.

To jest trudne do przyjęcia, zwłaszcza dla kogoś, kto wierzy w siłę dobrej rozmowy, bo komunikacja daje nam poczucie, że każdy problem między ludźmi można rozwiązać, jeśli tylko znajdziemy właściwe słowa, a konflikt jest zawsze kwestią złego zrozumienia, a nie różnicy w intencjach. Jeśli się wystarczająco wysilisz, wytłumaczysz, posłuchasz, to druga strona w końcu zobaczy to, co ty widzisz.

Czasem tak jest. Czasem (a nawet często) naprawdę wystarczy jedno dobrze postawione pytanie, żeby rozmowa, która utknęła, ruszyła do przodu. Ale czasem nie chodzi o brak zrozumienia - chodzi o brak chęci.

Zgoda na rozmowę nie jest tym samym co chęć dogadania się. Ktoś może siedzieć przy tym samym stole, słuchać tych samych słów, kiwać głową i jednocześnie z góry zakładać, że nie zmieni zdania, że nie odpuści, że to on musi mieć rację, bo inaczej coś by to o nim powiedziało. Rozmowa toczy się formalnie, ale jej cel jest zupełnie inny niż porozumienie. Celem jest przetrwanie z twarzą i pozycją nienaruszoną.

I tego nie naprawi żadna metoda. Metody komunikacji działają w obie strony, wymagają dwóch ludzi, którzy faktycznie chcą dojść do czegoś wspólnego. Kiedy jedna strona tego nie chce, druga może robić wszystko poprawnie i nadal wyjść z niczym.

To jest najbardziej frustrująca część pracy z ludźmi - i życia z ludźmi w ogóle. Można nauczyć kogoś, jak formułować potrzeby, jak słuchać bez przerywania, nie atakować i nie uciekać w defensywę. Nie da się jednak nauczyć kogoś, żeby chciał. Chęć dogadania się nie jest umiejętnością. Jest decyzją, którą każdy podejmuje sam, zanim jeszcze rozmowa się zacznie.

Widziałam to wiele razy. Dwie osoby, które są wyposażone w te same narzędzia, znają te same zasady, potrafią mówić o swoich emocjach bez agresji i mimo to nie ruszają się ani o krok, bo jedna z nich już dawno zdecydowała, że nie ustąpi. Można cierpliwie zadawać pytania, parafrazować, dawać przestrzeń. Druga strona odpowiada poprawnie, używa właściwych słów, a pod tym wszystkim nic się nie zmienia, bo zgoda na formę rozmowy nie jest tym samym co zgoda na jej cel.

To bywa wyczerpujące dla osoby, która naprawdę chce się dogadać, bo zaczyna kwestionować siebie - może coś robię źle? Może gdybym powiedziała to inaczej, lepiej, ciszej, z większym zrozumieniem, to…? I czasem to prawda, czasem warto zmienić sposób, w jaki się mówi. Ale czasem jedyne, co trzeba zmienić, to przekonanie, że to my jesteśmy odpowiedzialni za czyjąś niechęć do porozumienia.

Nie jesteśmy.

Można podać rękę, ale nie można nikogo zmusić, żeby ją przyjął i to nie jest porażka komunikacji. To jest po prostu prawda o ludziach, której żadna technika nie zmieni, bo dogadanie się wymaga dwóch osób, a nie jednej, która stara się wystarczająco za obie.

 

(.)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
0%