W centrum historii znajduje się Wera, była fryzjerka męska, kobieta po przejściach, która właśnie żegna swojego męża Dżokeja. Nie jest bohaterką stworzoną po to, by wzbudzać natychmiastową sympatię. Jest szorstka, bezpośrednia, często brutalnie szczera i nie interesuje jej to, czy ktoś poczuje się urażony. Mówi tak, jak żyje bez upiększeń i bez prób dostosowania się do cudzych oczekiwań. Jednak pod tą twardą skorupą stopniowo odsłania się ktoś znacznie bardziej skomplikowany. Żeby nie powiedzieć wrażliwy.
Na pozór fabuła wydaje się prosta Wera organizuje pogrzeb męża i przemierza miasto załatwiając kolejne sprawy. Jednak ta codzienna wędrówka szybko staje się czymś więcej. To podróż przez wspomnienia, dawną miłość, rozczarowania i doświadczenia, które ukształtowały bohaterkę. Każdy napotkany człowiek, każdy przedmiot i każde miejsce uruchamiają kolejne opowieści. Rudzka bardzo ciekawie pokazuje również samą żałobę. Nie ma tutaj wzniosłych deklaracji, wielkich gestów ani teatralnego cierpienia. Życie nie zatrzymuje się po śmierci bliskiej osoby, trzeba załatwić formalności, znaleźć odpowiednie buty dla zmarłego, policzyć pieniądze i zastanowić się, jak zorganizować stypę. W świecie Wery nie ma przestrzeni na romantyzowanie bólu. Jest za to codzienność, która nie daje czasu na spokojne przeżywanie straty. Czytając tę książkę zwróćcie uwagę na jej język. Mam wrażenie, że Rudzka nie tyle opowiada historię, ile buduje ją ze słów niemal ręcznie, bardzo świadomie dobierając ich rytm i brzmienie. Zdania są krótkie, nierówne, czasami urwane, momentami przypominają potoczną mowę, ale właśnie dzięki temu brzmią autentycznie. Język wydaje się więc surowy, czasem wręcz szorstki, a jednocześnie ma w sobie dziwną melodyjność. Autorka mówi również o świecie ludzi, których literatura nie zawsze stawia w centrum uwagi. To świat osób zmęczonych życiem, zmagających się z biedą, starzeniem, samotnością i koniecznością nieustannego radzenia sobie z rzeczywistością. Nie ma tutaj bohaterów idealnych ani pięknych historii o pokonywaniu przeciwności. Jest zwyczajne życie czasem trudne, czasem gorzkie a czasem nie do zniesienia. Ale pod pozorną twardością Wery nieustannie przebija tęsknota i potrzeba bliskości. Bohaterka robi wszystko, by nie pozwolić sobie na sentymentalizm, ale wspomnienia i uczucia i tak odnajdują drogę na powierzchnię. Im dalej w tę historię, tym wyraźniej widać, że za ciętym językiem i pozorną obojętnością kryje się ktoś, kto bardzo mocno kochał i bardzo wiele stracił.
„Ten się śmieje, kto ma zęby” to dla mnie książka o ludziach, którzy nie mieszczą się w gotowych wzorach i nie próbują nikomu się przypodobać. To również opowieść o kobiecie, która nie chce pozwolić światu odebrać sobie głosu. I chyba właśnie dlatego Wera zostaje w pamięci na długo, Nie jest tobohaterka łatwą do polubienia, może dlatego, że jest takboleśnie prawdziwa.