Zamknij
REKLAMA

Szpital. Retoryka minimalizmu skrojona na potrzeby czasów?

11:19, 15.07.2019 | Kacper Strykowski
REKLAMA
Skomentuj

22 oddziały, ponad 100 milionów zł rocznych przychodów, ponad 800 pracowników i około 20 tysięcy pacjentów rocznie - te liczby dotyczące mieleckiego szpitala muszą robić wrażenie. A jednak dzisiaj okazuje się, że im więcej, wcale nie musi oznaczać lepiej. Czy więc potęga mieleckiego szpitala jest dzisiaj jego finansowym przekleństwem?

Zdaje się, że właśnie to miał na myśli dyrektor placówki Józef Więcław mówiąc o szpitalu jako „kolosie na glinianych nogach”. Wcześniej w swojej wypowiedzi podczas obrad Rady Powiatu Mieleckiego przekonywał, że im więcej operacji przeprowadzą m.in. chirurdzy, tym bardziej zadłużany jest szpital. NFZ w ramach przydzielonego ryczałtu zapłaci za określoną liczbę zabiegów i wszystko ponadto można robić na własną odpowiedzialność… czy raczej na własną kieszeń.

Ale ogromna kubatura mieleckiego szpitala nastręcza też szereg problemów technicznych i logistycznych. Można by wprost powiedzieć, że w kontekście rangi działań tam podejmowanych są to problemy bardzo przyziemne. Przykład? Duży obiekt to ogromne rachunki za tzw. media, to trudności w dostarczeniu ciepłej wody we wszystkie zakątki „kolosa”, to w końcu problemy z limitem mocy energetycznej - choć chciałoby się wszędzie instalować klimatyzatory, obsługująca szpital stacja trafo już dzisiaj pracuje na limicie.

Wszystko to prowadzi do tego, że w opinii publicznej coraz śmielej przedziera się coś, co można by określić mianem „retoryki minimalizmu”. Przywołane na wstępie 22 oddziały, spośród których finansowo bilansuje się zaledwie… (uwaga!) cztery… okazują się nie stanowić o sile i potędze mieleckiej lecznicy, ale mogą być odczytywane wręcz jako ciężar i potencjalne źródła finansowego upadku.

Szpital - tak, inwestycje - nie?

Samorządowcy - co w mieleckim światku chyba jednak rzadko się zdarza - zdają się mówić jednym głosem w sprawie ideowej: szpital nie jest od przynoszenia zysków. I zapewnienie to brzmi niczym gwarant dla mieszkańców, którzy dzięki funkcjonowaniu tychże 22 oddziałów z wieloma problemami nie muszą udawać się do innych miast, ale próbują je rozwiązać tu na miejscu.

Z drugiej jednak strony zapewnienie samorządowców to tylko zapewnienie, a matematyki nikt nie oszuka. I już dzisiaj ci sami samorządowcy biją na alarm w sytuacji, gdy do funkcjonowania mieleckiego szpitala za rok 2018 trzeba dołożyć 1 mln 708 tys. zł, a prognozy na 2019 mówią już o bagatela 10 milionach straty do pokrycia.

Że biją na alarm to akurat nic złego - ciężko sobie wyobrazić, by w dalszej perspektywie pozbawić samorząd powiatowy jakiejkolwiek zdolności inwestycyjnej, bo każdy następny budżet topniał będzie o narastające, wielomilionowe straty szpitala do pokrycia. Pytanie tylko, co można zrobić, by realnie te straty ograniczyć?

Przetrwać, tylko za jaką cenę?

Józef Więcław w dyskusji nad bieżącą sytuacją szpitala wspomniał o forsowanej jeszcze nie tak dawno idei odgórnego zarządzania szpitalami w celu poszerzania ich współpracy. Mówiąc wprost: celem miałoby być tworzenie bardziej wyspecjalizowanego oddziału w danej dziedzinie medycyny kosztem kilku bliźniaczych oddziałów rozsianych po nie tak odległych sobie szpitalach.

Co to jednak oznacza dla takich szpitali jak ten mielecki? Rozwój i doinwestowanie niektórych oddziałów kosztem… likwidacji pozostałych. Z takiego punktu widzenia rzeczywiście mielecki szpital można by dzisiaj uznać za przeinwestowany, na co remedium miałoby być jego zmniejszenie, ograniczenie działalności. 

I ten dramatyczny wszakże scenariusz, którego tak sumiennie jednym głosem wyrzekają się dzisiaj samorządowcy, mimowolnie zdaje się przedzierać do opinii publicznej. Niegdyś starosta mielecki, dzisiaj członek zarządu powiatu Andrzej Chrabąszcz mówi wprost, że okres ryczałtowania szpitali trzeba jakoś przetrwać. Zadaje przy tym pytanie: za jaką cenę? Choć wygaszenie oddziału jest absolutną ostatecznością, w obwodzie zostaje jeszcze zmiana formuły organizacyjno-prawnej, czyli przekazanie danego oddziału organowi zewnętrznemu - tak jak to jest w przypadku działającej w szpitalu Polsko-Amerykańskiej Kliniki Serc, gdzie nie ma żadnych limitów przeprowadzanych zabiegów.

Im więcej leczymy, tym więcej tracimy… pieniędzy

Innych rozwiązań będących w zasięgu szpitala niespecjalnie widać. Szczery do bólu dyrektor Więcław mówi zresztą bez ogródek: nie ma cudotwórców. Wskazuje tym samym, że problem popadającego w coraz większe straty finansowe szpitala w Mielcu nie jest problemem szpitala w Mielcu, ale szpitali w całej Polsce. Sam zwraca uwagę, że szpital powinien się koncentrować na staranności przy leczeniu pacjentów. Z takiego punktu widzenia rodzi się jednak inne pytanie: czy przyjdzie moment, w którym ktoś poda rękę zadłużonym szpitalom i samorządom, które je prowadzą? 

To wręcz zdumiewające, jak na pozór niewielkie zmiany w sposobie finansowania służby zdrowia - w tym przypadku ryczałtowanie - dokładnie o 180 stopni potrafią wywrócić funkcjonowanie lokalnych czy regionalnych szpitali. Jeszcze kilkanaście lat temu remedium na problemy finansowe szpitala była jego rozbudowa i poszerzanie obszaru działalności medycznej o kolejne wyspecjalizowane oddziały. Dzisiaj tym samym remedium zdaje się być potrzeba ich likwidacji, bo – cytując dyrektora szpitala – „im więcej chirurdzy operują, tym większą stratę ma szpital”.

(Kacper Strykowski)

Dziennikarz i fotoreporter portalu hej.mielec.pl, związany z redakcją od 10 lat.

Kacper Strykowski

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (3)

Za nicZa nic

6 0

Dla mnie niezrozumiałe jest w tej chwili rozważanie dyrektora i samorządu powiatu jak powinien postąpić dyrektor szpitala, czy utrzymywać wszystkie oddziały, czy zredukować szpital do kilku oddziałów. Dyrektor szpitala został przed kilkoma miesiącami w drodze konkursu wybrany na to stanowisko. Były więc prowadzone rozmowy z panem Więcławem przez samorząd powiatu. Z treści tego felietonu wynika, że problem popadającego w coraz większe straty finansowe szpitala w Mielcu nie jest problemem szpitala w Mielcu, ale szpitali w całej Polsce, co stwierdził dyrektor naszego szpitala, znał więc okoliczności w jakich przyjmuje kierowanie szpitalem. Nie słyszałem bowiem by w ciągu ostatnich kilku miesięcy zmienił się sposób finansowania szpitali w Polsce. Jak w związku z tym przebiegały rozmowy samorządu z kandydatem na dyrektora szpitala ? Czy o tym nie rozmawiano i nie ustalono czego samorząd oczekuje od nowego dyrektora ? Czy do czegoś zobowiązany został obecny dyrektor, czy zmiana dyrektora nastąpiła tylko dla samej zmiany ? Myślę, że ktoś, albo obie strony były nieodpowiedzialne. Już to dwukrotnie pisałem, jeśli dyrektor nie widzi możliwości poprawy finansów szpitala i jego działalności powinien natychmiast podać się do dymisji. Tak postąpiłby człowiek odpowiedzialny. 23:20, 19.07.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

TadeuszTadeusz

1 0

Towarzysze ! Obywatele ! Ludu pracujący ! Pokożcie co poteroficie ! W wyszkoleniu sportowym i sporcie... (na nowej hali) 00:30, 20.07.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

MielcokMielcok

0 1

trzeba sobie zadać pytanie dlaczego samorząd ma finansowac słuzbę zdrowia mimo iz dotacje z NFZ nie pokrywaja kosztów prowadzenia szpitali , czemu samorządy maja finansować edukację chociaż państwo nie pokrywa kosztów prowadzenia szkół , czemu samorządy maja budować drogi ....sprawy wyglądaja dobrze jesli państwo pokrywa te środki , a w naszy wypadku tak nie jest .Znowu wina nas mielczan , znowu ktoś powie że żle dysponujemy tymi środkami co mamy .A może w końcu stwierdzimy że miasto ma budowac osiedla zająć się planami przestrzennymi a edukacje i służbę zdrowia powinno zostawić się ministerstwom , bo właśnie doszliśmy do stanu gdzie miastami rządzą nauczzyciele a powiaty zajmuja się analizą ekonomiczna usług medycznych .Chory kraj. 12:01, 04.08.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© hej.mielec.pl | Prawa zastrzeżone