Od pierwszych stron miałam poczucie obcowania z czymś wyjątkowym. Autor zabiera czytelnika do świata, w którym przeszłość nie jest zamkniętym rozdziałem, lecz żywą siłą wpływającą na teraźniejszość. To opowieść o ludziach uwikłanych w historię własnych rodzin, o krzywdach przekazywanych z pokolenia na pokolenie i o emocjach, które z biegiem lat nie słabną, lecz dojrzewają niczym trucizna. Najbardziej poruszył mnie psychologiczny wymiar tej powieści. Siembieda pokazuje, jak łatwo człowiek może stać się zakładnikiem cudzych decyzji, dawnych konfliktów i rodzinnych narracji. Bohaterowie nie rodzą się z nienawiścią. Ona zostaje im przekazana niczym niechciany spadek. Dorastają w cieniu dawnych wydarzeń, uczą się lęku, nieufności i pragnienia odwetu. Czy można wyrwać się z takiego dziedzictwa? Czy człowiek ma prawo wybrać własną drogę, kiedy całe jego życie zostało podporządkowane cudzej zemście? To pytania, które nieustannie towarzyszyły mi podczas lektury.
Czytając tę historię, myślałam o mechanizmach, które znamy nie tylko z literatury, ale również z życia. O rodzinach, w których dawne urazy stają się częścią tożsamości kolejnych pokoleń. O dzieciach dorastających w atmosferze konfliktu, które przejmują emocje swoich rodziców, nawet jeśli nie rozumieją ich źródła. Autor niezwykle trafnie pokazuje, że największe rany często nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Ukrywają się w pamięci, w słowach, w milczeniu i w przekonaniach przekazywanych przez lata.
Jednocześnie „Gołoborze” nie jest jedynie opowieścią o nienawiści. To także historia o nadziei. Delikatnej, kruchej i niepewnej, ale jednak obecnej. W świecie zdominowanym przez gniew i poczucie krzywdy pojawia się uczucie, które próbuje przeciwstawić się destrukcyjnym siłom. Bo być może największa siła człowieka nie tkwi w zdolności do zemsty, lecz w umiejętności przerwania błędnego koła cierpienia…?
Jako osoba pochodząca ze Świętokrzyskiego odbierałam tę powieść szczególnie intensywnie. Znam atmosferę tych miejsc, ich nieoczywiste piękno, surowość krajobrazu i legendy, które od pokoleń krążą w lokalnych opowieściach. Podczas lektury wielokrotnie miałam poczucie, że wracam do świata, który jest częścią mojej własnej pamięci. Dzięki temu „Gołoborze” stało się dla mnie czymś więcej niż świetnie napisaną historią. Stało się opowieścią zakorzenioną w miejscu, które jest mi bliskie, a przez to jeszcze bardziej poruszającą i prawdziwą.
Maciej Siembieda po raz kolejny udowodnił, że potrafi opowiadać o historii w sposób niezwykle ludzki. Nie skupia się wyłącznie na faktach czy sensacyjnej intrydze. Dociera znacznie głębiej do ludzkich emocji, motywacji i traum. Dzięki temu „Gołoborze” staje się czymś więcej niż powieścią. To poruszające studium ludzkiej natury i refleksja nad tym, jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na nasze wybory.
Ta książka boli. Chwilami przytłacza. Zmusza do zadawania niewygodnych pytań o granice przebaczenia, odpowiedzialność za czyny przodków i cenę, jaką płacimy za pielęgnowanie uraz. Ale właśnie dlatego uważam ją za literaturę wyjątkową. Nie daje łatwych odpowiedzi i nie pozwala pozostać obojętnym. Polecam!