Każdy, kto kiedykolwiek był świadkiem kłótni między dziećmi zna to zdanie. „Bo on zaczął." - pięć liter, jedno zdanie, zero odpowiedzialności. My, dorośli, słyszymy je i uśmiechamy się pobłażliwie, bo to przecież są dzieci, tak to już jest.
Ale czy zwróciliście kiedyś uwagę, że dorośli robią to samo? Używamy innych słów, ale mechanizm pozostał. „Sprowokowałeś mnie.", „Sama się prosiłaś.", „Jak tak do mnie mówisz, to co mam zrobić.", „Nie zacząłbym, gdybyś nie...". Odpowiedzialność za nasze zachowanie ląduje po drugiej stronie. To nie ja, to ty; to nie moje słowa, to twoja prowokacja; to nie moja reakcja, to twój błąd.
W psychologii jest na to słowo - eksternalizacja, czyli przerzucanie odpowiedzialności na okoliczności zewnętrzne: na innych ludzi, nastrój, sytuację, na wszystko, co jest wygodnie dalej od nas niż nasze własne wybory. Tymczasem, zakres naszej odpowiedzialności obejmuje zarówno sposób postrzegania rzeczywistości, jak i sposób zachowania wobec subiektywnych interpretacji. Upraszczając - to, co czujesz jest twoje, tak samo jak to, jak reagujesz. Ktoś może zrobić coś, co cię zrani i twoja reakcje po tym jest twoją decyzją.
Inni ludzie nie są odpowiedzialni za twoje emocje, gdzie jednocześnie nie oznacza to, że nie są odpowiedzialni za swoje zachowania. To bardzo ważne rozróżnienie, o którym często nie myślimy lub po prostu zapominamy, bo jeśli emocje są moje, to czy ja mogę ich użyć jako uzasadnienia dla tego, co mówię i robię innym? A przecież chcemy móc, bo dobrze jest mieć wymówkę, to bardzo wygodne.
W naszych codziennych rozmowach jest pełno takich językowych przepychanek: „Wkurzyłeś mnie" zamiast „jestem wkurzona". „Sprawiłaś, że się tak zachowałem" zamiast „zachowałem się tak i biorę za to odpowiedzialność", „Nie mogłam inaczej zareagować" zamiast „zareagowałam impulsywnie, mogłam zareagować inaczej". Tymczasem komunikat „To przez ciebie” mówi bardzo jasno coś, nad czym, jak się zastanowimy, to większość z nas przyzna wcale nie chce mówić - „Nie mam kontroli nad własnymi emocjami, ty masz tę kontrolę”. I myślę, że patrząc na to pod tym kątem widzicie, że coś tu nie gra, bo każdy lubi wierzyć, że ma kontrolę. Jeśli mam kontrolę, to mam władzę, a jeśli ktoś ma kontrolę, to jestem ofiarą. Czyli przerzucając odpowiedzialność za własne reakcje na innych, oddaję im kontrolę - i robię z siebie ofiarę. A bycie ofiarą ma dwa końce - z jednej strony ofiara to ta osoba poszkodowana, bez skazy i sprawstwa, ale z drugiej strony ofiara jest słaba. Słaby nie chce być chyba nikt.
To nie jest (zdrowa) komunikacja, tylko gra. W grach są przegrani i wygrani, w komunikacji jest zrozumienie i/lub porozumienie.
Zastanówcie się teraz, czego uczą się od nas dzieci. Albert Bandura mówi, że dzieci postrzegają i uczą się od rodziców, przejmują ich wzorce moralne - nie te deklarowane przy stole, ale te pokazywane przy konflikcie. Kiedy dziecko widzi, że tata po kłótni tłumaczy się „bo mama mnie sprowokowała" - uczy się, że prowokacja zwalnia z odpowiedzialności. Kiedy słyszy „no ale powiedz sama, co miałam zrobić" - uczy się, że własne zachowanie można zawsze uzasadnić cudzym. Rodzice mogą nieświadomie przekazywać nawyki, które zostają przyjęte przez ich potomstwo, a to nie są nawyki, które wychowają silne i asertywne dzieciaki.
Z czasem te same dzieci dorastają i piszą w internecie „sam się o to prosiłeś”, krzyczą na partnerów lub gorzej, na swoje dzieci „nie powiedziałbym/zrobił tego, gdybyś ty nie…” i wychodzą z rozmów z poczuciem, że oni mają rację, bo ktoś inny zaczął. Koło się zamyka, wzorzec przechodzi dalej, a my zastanawiamy się, co się dzieje z młodym pokoleniem i czemu rozmowy są coraz trudniejsze.
Rozmowy są trudniejsze, bo nikt nie chce być stroną, która bierze odpowiedzialność - bo odpowiedzialność kojarzymy z winą, a nie z dojrzałością. A winny nie chce być nikt.
Tymczasem odpowiedzialność za własne słowa i reakcje nie jest równoznaczna z przyznaniem się do bycie złym człowiekiem, to jest po prostu przyznanie się do bycia człowiekiem w ogóle - bo błędy są ludzkie, a ludzie mają wybór, sprawczość i wpływ na to, co się między nami dzieje.
„To on zaczął” to zdanie z podwórka, na którym bawią się dzieciaki, ale przyglądając się temu, jak ze sobą rozmawiamy można stwierdzić, że wiele z nas z tego podwórka nigdy nie wyrosło, a to zdanie przybiera coraz to nowsze i bardziej wymyślne formy.