Wczorajsze burze dały strażakom w powiecie mieleckim solidnie w kość. Między 1 a 2 lipca jednostki wyjeżdżały do kolejnych zgłoszeń praktycznie bez przerwy - w sumie odnotowano co najmniej 23 interwencje związane z usuwaniem skutków silnego wiatru w gminach Wadowice Górne, Radomyśl Wielki i Mielec.
Najwięcej pracy było przy powalonych drzewach na drogach, co wymagało aż 12 wyjazdów. To oznacza, że strażacy bezustannie przemieszczali się z jednego punktu do drugiego, tnąc piłami kolejne konary i pnie, żeby jak najszybciej odblokować przejazd. Cztery razy drzewa spadły na linie energetyczne i telefoniczne. Stwarzało to dodatkowe trudności, ponieważ przed przystąpieniem do pracy ze sprzętem konieczne było odczekanie na odcięcie prądu przez pogotowie energetyczne. Do tego dwa razy pnie runęły wprost na zaparkowane auta.
Wiatr zerwał też dachy
W Zgórsku ucierpiał budynek gospodarczy, w Wadowicach Górnych nawałnica uszkodziła poszycia aż trzech domów mieszkalnych, a w Wampierzowie wiatr zerwał dach remizy strażackiej. Ci sami ludzie, którzy przez całą dobę jeździli ratować cudze mienie, po powrocie zastali problem na własnym podwórku.
Zdecydowanie najtrudniejsza sytuacja panowała w gminie Wadowice Górne, gdzie odnotowano aż 18 z 23 wszystkich wyjazdów. Dla porównania: w Radomyślu Wielkim strażacy interweniowali 4 razy, a w Mielcu tylko raz.
To jeszcze nie koniec bilansu, bo liczby w raporcie służbowym rosły w trakcie akcji, więc realna liczba interwencji może być jeszcze wyższa.