Fot. MARTA BADOWSKA
Handballowa Superliga wznowiła rozgrywki po zimowej przerwie. Stal zmierzyła się z Wybrzeżem, które od tygodni lokuje się w ścisłej czołówce. Gdańszczanie udowodnili, że na tę pozycję sportowo zasługują.
[FOTORELACJANOWA]13907[/FOTORELACJANOWA]
Celujący w strefę medalową Superligi, przed sezonem finansowo wzmocnieni przez PGE, Gdańszczanie byli faworytem tego meczu, z tej roli się wywiązali głównie za sprawą skuteczności. To pokazywały statystyki. Do przerwy mielczanie przestrzelili w czterech przypadkach, kolejne osiem rzutów Stalowców zatrzymał gdański golkiper. Szczególnie było to widoczne po 20 minucie.
Z wyniku 11:12 nagle zrobiło się 11:14, a po zepsutych dwóch okazjach w ostatniej minucie przewaga zespołu Wybrzeża urosła do wysokiej już różnicy pięciu oczek na przerwie.
Na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem Wybrzeże kontrolowało mecz, gra toczyła się bramka za bramkę, a to oznaczało nadal pięć trafień dystansu. Dodatkowo Stal wyrzuciła piłkę w aut, a Gdańszczanie wykorzystali rzut karny i zrobiło się 21:27.
W 52 minucie, już po przerwie na żądanie trenera Stali Roberta Lisa, Gdańsk wygrywał 32:25, a szkoleniowiec przyjezdnych dodatkowo sam zaprosił swoją ekipę na rozmowę, nie chciał, by doszło chociaż do próby pościgu w wykonaniu Mielczan.
To wymagałoby od gospodarzy praktycznie nieomylności w ofensywie i bardzo twardej obrony, z szybkimi wznowieniami. Pierwszego tego warunku zespół z Solskiego jednak nie spełnił i trzy punkty odjechały na północ kraju. Szwankowała też obrona, która dzisiaj zagrała wyraźnie poniżej swojego poziomu.
Mimo porażki Stal utrzymała miejsce numer osiem w tabeli, ale musi już mocno oglądać się za plecy, bo ochotę na tę pozycję ma KPR Legionowo.
[ANKIETA]564[/ANKIETA]
Więcej informacji wkrótce.
[WHATSAPP]0[/WHATSAPP]
Przemysław Cynkier [email protected]