Fot. Marta Badowska
[FOTORELACJANOWA]13851[/FOTORELACJANOWA]
W 18 minucie mielczanie prowadzili 9:7, kilkadziesiąt sekund później goście mieli jeszcze kontakt, ale ostatnie chwile pierwszej połowy należały do Stali, która przeważała nawet 15:12.
Po zmianie stron niewielka przewaga utrzymywała się do 44 minuty, gdy Opole mogło nawet doprowadzić do remisu 21:21, ale zmarnowało kontrę.
Na kwadrans przed końcową syreną Rotem Segal wywalczył rzut karny, który na raty na bramkę zamienił Dzianis Valyntsau i Stal wygrywała 23:21.
Trzy minuty później, mimo już ósmej w tym meczu parady bramkarza Jędrzeja Królikowskiego, zobaczyliśmy remis 23:23.
W 55 minucie Stal zgubiła piłkę w ataku i niespodziewanie prowadzenie 26:25 objęli goście. W bliźniaczej sytuacji zrobiło się 25:27 i o czas poprosił trener mielczan Robert Lis.
Później mieliśmy sporo chaosu. Opole zepsuło trzy okazje swoje, ale Stal także zmarnowała dwie, nieco przy udziale chwilami pogubionych arbitrów.
Na minutę przed końcem piłkę w rękach mieli Opolanie i okazję, by zamknąć to spotkanie. I rzucili wysoko nad poprzeczką.
Wówczas grę przerwał Robert Lis i zebrał swój zespół na naradę: jak osiągnąć remis i ostatecznie wygrać to spotkanie.
Najpierw doprowadzili do rzutów karnych po dograniu na puste koło, gdzie wbiegł skrzydłowy i zapisał wynik 28:28, którego w kilkanaście sekund Opole już nie zmieniło.
W rzutach karnych jednak pomylił się Valyntsau, po którego rzucie piłka pechowo obiła słupek i poprzeczkę. I na Kielce w ćwierćfinale Pucharu Polski trafi Opole.
Więcej informacji wkrótce.