Projekt uchwały zakładał wzrost wynagrodzenia prezydenta o 4,5 proc. Zgodnie z przedstawionym uzasadnieniem zmiana miała charakter dostosowawczy i wynikała z nowelizacji przepisów dotyczących wynagradzania pracowników samorządowych. Podkreślano również, że prezydent nie korzystał wcześniej z możliwości podwyższenia wynagrodzenia po zmianach przepisów w 2025 roku. Po zmianach jego miesięczne wynagrodzenie brutto miałoby wynosić 19 519,50 zł.
Kluczowym momentem debaty było wystąpienie Adriany Miłoś, byłej wiceprezydent Mielca, która nie ukrywała krytycznego stosunku do proponowanej decyzji. W swoim wystąpieniu zwróciła uwagę przede wszystkim na polityczną niespójność obecnej ekipy rządzącej miastem.
– „Gdy dyskutowano o podwyżce wynagrodzenia poprzednika pana prezydenta, pan oraz państwo radni klubu Prawa i Sprawiedliwość przekonywali wówczas, że nie zasługuje on na podwyżkę” – przypomniała podczas sesji. Jednocześnie zauważyła, że obecny prezydent otrzymał najwyższe możliwe wynagrodzenie już na początku kadencji, zanim jeszcze zdążył wykazać się konkretnymi efektami swojej pracy.
Miłoś podkreślała, że nie jest przeciwniczką wysokich wynagrodzeń w samorządzie, jeśli są one adekwatne do odpowiedzialności i efektów pracy. Jak zaznaczyła, sama praca prezydenta miasta jest wymagająca i powinna być godnie wynagradzana. Jej zdaniem jednak obecna sytuacja nie daje wystarczających podstaw do przyznania podwyżki.
Była wiceprezydent szczególnie ostro oceniła sposób komunikacji i promocji prowadzony przez obecnego włodarza miasta. W jej opinii aktywność medialna prezydenta zaczyna dominować nad realnym zarządzaniem samorządem.
– „Nie przekonuje mnie model zarządzania polegający na nieustannym przypisywaniu sobie i promowaniu działań, których pan prezydent nie jest autorem” – mówiła. Dodała również, że „prezydent chwali się głównie tym, co dostał na tacy”.
Jednym z najmocniejszych fragmentów jej wystąpienia była krytyka nadmiernej obecności prezydenta w mediach społecznościowych. Adriana Miłoś wskazywała, że mieszkańcy coraz częściej komentują aktywność włodarza właśnie przez pryzmat publikowanych materiałów promocyjnych.
– „Wysokość wynagrodzenia włodarza nie może być uzasadniana liczbą opublikowanych rolek, postów i relacji w mediach społecznościowych” – podkreśliła. Jak zaznaczyła, część mieszkańców podchodzi do tej aktywności z ironią, a ona sama zaczyna zastanawiać się, czy „prezydent nie myli promocji z zarządzaniem samorządem”.
W swoim wystąpieniu była wiceprezydent odwołała się także do słów, które – jak przypomniała – obecny prezydent miał kierować pod adresem swojego poprzednika w 2021 roku. Wtedy miał mówić, że „dobry prezydent powinien dobrze zarabiać”, ale problem polega na tym, że „Mielec nie ma dobrego prezydenta”. Adriana Miłos pytała podczas sesji, czy po dwóch latach sprawowania urzędu Radosław Swół ma dziś refleksję na temat tamtych słów.
Ostatecznie była wiceprezydent zadeklarowała, że zagłosuje przeciwko uchwale, argumentując, że „skala osiągnięć prezydenta Swóła nie uzasadnia podwyżki wynagrodzenia”.
W trakcie dyskusji pojawiły się także bardziej wyważone głosy. Radna Dorota Trzpis przyznała, że choć popiera podwyżkę, dostrzega problem dysproporcji między wzrostem wynagrodzenia prezydenta a sytuacją finansową części pracowników urzędu. Zwracała uwagę, że 4,5 proc. podwyżki przy pensji prezydenta oznacza zupełnie inne kwoty niż taki sam procentowy wzrost wynagrodzeń osób zarabiających kilka tysięcy złotych brutto miesięcznie.
Z kolei radny Łukasz Przybyło bronił obecnej strategii komunikacyjnej miasta, argumentując, że współczesne realia wymagają nowoczesnych form kontaktu z mieszkańcami, zwłaszcza młodszymi odbiorcami. Jego zdaniem aktywność w mediach społecznościowych jest dziś naturalnym elementem funkcjonowania samorządu.
Ostatecznie za podwyżką dla prezydenta zagłosowało czternastu radnych. Przeciw byli natomiast: Bogdan Bieniek, Marta Leś, Adriana Miłoś oraz Jacek Zając.
Marietta Mateja-Nowak [email protected]