materiały partnera
Tirana zaskakuje już od pierwszego dnia. Kolorowe bloki, głośne klaksony i góry, które prawie dotykają miasta. Dla wielu Polaków to nie tylko lotnisko przesiadkowe, ale wygodna baza na cały wyjazd. Z auta nagle wszystko staje się prostsze – rano kawa w centrum, po południu plaża, wieczorem góry.
W 2026 roku coraz więcej osób z Podkarpacia ląduje właśnie tutaj i od razu myśli o czterech kółkach. Bo bez auta połowa Albanii zostaje za szybą.
Wiele osób zaczyna od szybkiego sprawdzenia ofert Tirana wynajem samochodu. Daje to spokój, że nie trzeba biegać po lotnisku i targować się na miejscu.
Miasto żyje własnym rytmem. Plac Skanderbega rano pachnie świeżą baklavą, a wieczorem gra muzyka z kawiarni. Nowe wieżowce mieszają się ze starymi bunkrami – tak, tymi samymi, których w całym kraju jest ponad 170 tysięcy. Komunistyczny reżim budował je na każdą okazję. Dziś niektóre stały się barami albo galeriami. Trochę dziwne, ale klimatyczne.
Z samochodu łatwo podjechać pod górę na punkt widokowy. Stamtąd Tirana wygląda jak kolorowa mozaika wciśnięta między szczyty. Ale prawdziwa Albania zaczyna się dopiero za rogatkami miasta.
Albania to nie tylko Tirana. W górach na północy do niedawna obowiązywał zwyczaj krwi – kanun. Ludzie żyli według zasad sprzed setek lat. Dziś już prawie nikt tego nie stosuje, ale starsi jeszcze czasem wspominają.
A najgłębszy kanion Europy? Osum. Można tam zjechać autem i potem pływać w turkusowej wodzie między pionowymi ścianami. Albo Riwiera Albańska – droga, która wygląda jak z pocztówki, tylko że czasem bez barierek. Serce bije szybciej, zwłaszcza na zakrętach.
I jeszcze jedno – Albanii nigdy nie podbił żaden obcy. Nawet Osmanowie mieli z nimi mocno pod górkę. Dlatego do dziś mieszkańcy są dumni i bardzo gościnni. Jak zatrzymasz się gdzieś na kawę, to prawie zawsze ktoś zaprosi na rakiję albo kawałek ciasta.
Ceny w 2026 są wciąż przyjazne dla portfela. Małe auto na tydzień poza sezonem wychodzi 180-280 euro. W sierpniu bliżej 400-450 euro, ale da się znaleźć sensowne oferty.
Paliwo – 1,85-2,10 euro za litr. Dla porównania: z Tirany do Sarandy i z powrotem to jakieś 550 km. Przy normalnej jeździe wychodzi 90-110 euro na paliwo.
Przykłady z życia:
Parking w centrum Tirany to 1-2 euro za godzinę. Poza miastem często parkujesz za darmo albo za symboliczną złotówkę.
Ruch w Tiranie to osobny sport. Kierowcy trąbią nie ze złości, tylko żeby powiedzieć „jadę”. Najlepiej jeździć spokojnie i nie wdawać się w wyścigi.
Kilka rzeczy, które warto spakować:
Światła przez cały dzień, zero alkoholu i pasy zapięte. Mandaty bolą bardziej niż dziury w drodze.
Z samochodu najfajniej ruszyć na południe. Najpierw Berat – miasto z tysiącem okien na wzgórzu. Potem dalej w stronę Vlorë i Sarandy. Droga nad morzem to czysta przyjemność, zwłaszcza o wschodzie słońca.
Dla tych, co lubią ciszę – kierunek na Theth lub Valbonę. Tam asfalt się kończy i zaczyna przygoda. Widoki jak z filmu, a wieczorem cisza taka, że słychać tylko owce.
Przy rozsądnym planowaniu 10-dniowy wyjazd dla dwóch osób wychodzi 1100-1700 euro (z noclegami i jedzeniem). To wciąż taniej niż podobne wakacje w Chorwacji czy Grecji.
Tirana daje energię miasta, a auto – wolność. Razem wychodzi idealny miks. Jednego dnia spacer po kolorowych ulicach, drugiego dnia zakręty nad morzem i kąpiel w miejscu, gdzie nie ma parasoli z logo biura podróży.
Albania potrafi wciągnąć. Jak już raz pojedziesz autem, to później ciężko wrócić do zorganizowanych wycieczek.
Dobrej drogi – niech klaksony będą tylko na powitanie, a widoki zapadną w pamięć na długo!