Gwardziści z Koszalina dotychczas w roli gospodarza przegrali tylko jeden mecz – dwa tygodnie temu Derby z Pogonią Szczecin. To już symbol jak mocna ta ekipa jest u siebie, ale też i w całych rozgrywkach. Jako beniaminek, jednak z bardzo solidną kadrą, od dawna lokuje się w czołówce i walczy o minimum drugą pozycję w tabeli dającą prawo gry w barażach o Orlen Superligę.
Wygrywając ze Stalą Gwardia chociaż na chwilę miejsce wicelidera zajęła, ale do pierwszej w klasyfikacji Stali traci 14 punktów, przy 34 zdobytych w całym sezonie. Koszalin jeszcze może wyprzedzić Stal Gorzów Wielkopolski, jeśli zapunktuje w meczu z Jurandem Ciechanów.
Początek meczu jednak nie wskazywał na wygraną gospodarzy. Po trzech trafieniach Głuszczenki mielczanie w 7. minucie przeważali 6:2. Zaskoczyli Gwardię wysoką obroną, a miejscowi robili w efekcie proste błędy.
Jeszcze w 10. minucie po rzucie Sikory było 8:4 dla Stali. Wówczas zespół z Mielca po raz pierwszy zaliczył kryzys swojej gry w ofensywie. Role w tym meczu się obróciły. To Stal nie potrafiła wykończyć swoich akcji, a Gwardia przeciwnie. I w 21. minucie po trafieniu Rybskiego, wychowanka Stali Mielec pozyskanego zimą przez Koszalin z ligi fińskiej, był remis 9:9.
Kilkadziesiąt później kontrę na piłkę w siatce zamienił Szcześniak i miejscowi wygrywali pierwszy raz – 10:9.
Stalowcy się jednak ogarnęli i na przerwie zasłużenie wygrywali 14:12. Mogli wyżej, ale nie wykorzystali swojej ostatnie akcji, ułożonej przez trenera Roberta Lisa podczas przerwy na żądanie.
Po zmianie stron Gwardia ekspresowo wyrównała. Od 32. minuty zaczęła się pełna nerwów gra bramka za bramkę, błąd za błąd. Chociaż znów mogło się wydawać, że lider z Mielca jednak ma kontrolę nad meczem.
W 46. minucie po akcjach Tokarza i Stefaniego tablica wyników wskazywała 18:20 na korzyść Biało-Niebieskich. Tyle, że podopieczni Roberta Lisa dwukrotnie zmarnowali okazje, by dorzuć trzecie oczko swojego prowadzenia. To się zemściło brutalnie.
Ostatnie pięć minut zawodów to już prawdziwa huśtawka emocji. W 55. minucie, przy przewadze Stali 23:22 o czas poprosił szkoleniowiec gospodarzy. Miał „nosa”, bo jego ekipa w 120 sekund odwróciła wynik – było 25:24 na trzy minuty przed końcową syreną.
Stal jednak pokazała, że podobnie jak miejscowi także potrafi grać ostro w defensywie i w ostatniej już minucie gry odzyskała prowadzenie 26:25. Ostatnia akcja Gwardii w meczu przyniosła miejscowym jednak rzut karny i remis.
Na 10 sekund przed ostatnim gwizdkiem o czas poprosił Robert Lis. Ułożył z zespołem akcję, która miała dać trzy punkty. Niestety – podobnie jak w pierwszej połowie – Biało-Niebiescy znów się pogubili i nie zdołali oddać rzutu, a to oznaczało remis i konkursów rzutów, ale z siódmego metra.
Po pierwszej serii karnych Stal prowadziła 1:0, jednak później Stefani trafił w słupek, a próba Marchewki wylądowała na nodze golkipera i Gwardziści zaczęli bardzo mocno i ekspresyjnie fetować swoje zwycięstwo.
Kolejny mecz ligowy mielecka Stal zagra w roli gospodarza, 7 marca o 19:00 z Miedzią Legnica.