Fot. Weronika Lato / Instagram
Historia Weroniki - 25-letniej mistrzyni Polski instruktorów windsurfingu, ale też mistrzyni Polski formacji w salsie, ujrzała światło dziennie w połowie lutego za sprawą wywiadu w Dzień Dobry TVN. W rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem sportsmenka opowiedziała o bólu, jaki towarzyszył jej w związku z nowotworem, ale przede wszystkim o swoich emocjach, gdy usłyszała diagnozę.
- Na początku w ogóle do mnie nie docierało to, co się wydarzyło. Po prostu wypierałam myśli, że jestem chora. Było ciężko bardzo - powiedziała w programie Dzień Dobry TVN wnuczka mieleckiego mistrza.
- Pamiętam ten dzień, kiedy w gabinecie lekarza z mamą byłyśmy i lekarz powiedział, że nigdy nie wrócę do sportu albo na pewno nie w stu procentach, obszerna resekcja kości miednicy, jakaś deformacja. Ja wtedy powiedziałam wprost, że wolę umrzeć, niż poddać się tej operacji, bo nie pozwolę sobie na to, żeby ktoś odebrał mi najważniejszą rzecz, którą wtedy dla mnie był windsurfing - mówiła w rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem.
Po tym wywiadzie sprawy szybko nabrały tempa. Weronika Lato i jej historia pojawiła się na ustach wielu ogólnopolskich mediów.
W rozmowie z portalem SportoweFakty zdradziła też, że okoliczności zdiagnozowania u niej nowotworu były… całkowicie przypadkowe. W rozmowie Mateuszem Skwierawskim z WP SportoweFakty przyznała, że po przeprowadzce do Grecji początkowo mierzyła się z problemami żołądkowymi. Wykonała stosowne badania, które jednak nic nie wykazały.
Jak dodała, przy wypisie ze szpitala, lekarz zapytał ją, czy miała kiedyś wykonywane badanie rezonansem. Profilaktycznie je wykonała i właśnie wtedy diagnoza była jednoznaczna: nowotwór kości miednicy.
Walka o zdrowie Weroniki budzi ogromny respekt. Finalnie poddała się niezwykle trudnej operacji u lekarza, który dał jej nadzieję na powrót do sportu. Lekarze usunęli guz wraz ze sporym fragmentem kości miednicy, zahaczając też o talerz biodrowy. Konieczna była też ingerencja na odcinku lędźwiowo-krzyżowym. Operacja przebiegła prawidłowo, ale na zawsze pozostawi już po sobie ślad.
W rozmowie z Mateuszem Skwierawskim Weronika przyznaje, że w powrocie do zdrowia bezcenny by fakt, że wcześniej, od dziecka uprawiała sport - miała mocno rozbudowane mięśnie, była niezwykle sprawna fizycznie. Dzisiaj nie ukrywa też, że rehabilitacja będzie musiała towarzyszyć jej już przez całe życie.
A jednak, ambicja i potężna wola walki sprawiła, że Weronika nie tylko wróciła do windsurfingu, ale wspólnie z bratem - studentem medycyny i również instruktorem windsurfingu - postanowiła też założyć fundację, za pośrednictwem której będzie mogła pomagać sportowcom i dzieciom, które znalazły się w podobnej sytuacji. - Chcemy, żeby wszystkie pieniądze z tej fundacji szły na pomoc dzieciom. W statucie podkreśliliśmy, że my żadnych pieniędzy nie otrzymamy - podkreśla w rozmowie z serwisem SportoweFakty.
Redakcja hej.mielec.pl [email protected]