- Ta droga, którą chcemy pójść to nie jest droga dla idealnych ludzi, perfekcyjnych. Wszyscy jesteśmy słabi i grzeszni, wszyscy mamy jakieś bagaże doświadczeń, które dźwigamy i które również są naszymi „krzyżami”. Nie trzeba być superbohaterem, żeby wyjść na tę trasę, trzeba mieć tylko jedno: serce, które jest gotowe otworzyć się, a Pan Bóg zrobi resztę - powiedział do wiernych, którzy wyruszyli w dziesiątą mielecką Ekstremalną Drogę Krzyżową ks. Maciej Igielski, wikariusz z parafii MBNP. Tegoroczna Ekstremalna Droga Krzyżowa to w sumie 19 różnych tras, które mierzyły od 41 do 62 kilometrów. Celem było 12 różnych miejsc.
[FOTORELACJANOWA]12533[/FOTORELACJANOWA]
To już 10 lat, od kiedy mielczanie po raz pierwszy wyruszyli na szlak Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. W tym roku warunki pogodowe do marszu były były wręcz idealne. W wyprawę udało się w sumie kilkaset osób - wiernych z Mielca, ale i regionu.
- Droga krzyżowa to nie jest symbol czy teatr jednego aktora. To rzeczywistość, bo Chrystus rzeczywiście ją przeszedł, Chrystus rzeczywiście upadał, cierpiał i oddał swoje życie dla nas. Robił to z miłości do ciebie i do mnie. Dziś próbujemy odpowiedzieć na tą Jego wielką miłość - nie słowami, ale czynem, który też na pewno wiele kosztuje - mówił do wiernych podczas homilii poprzedzającej wędrówkę ks. Maciej Igielski, wikariusz z parafii MBNP.
Jak przestrzegał, „nie można się łudzić, że ta droga będzie łatwa i prosta”. - Choć pogoda dopisuje, droga będzie wymagająca. Będziesz zmęczony, będą bolały nogi, plecy. Pewnie będzie także i zimno na tej drodze. Może zbłądzisz, pójdziesz nie w tę stronę, w którą trzeba, może przez chwilę zwątpisz, czy w ogóle wartość pójść dalej. Ale właśnie wtedy szukaj łaski od Boga, bo kiedy już nie będziesz mógł, wtedy naprawdę pozwolisz, by niósł cię Chrystus, by prowadził cię i dodawał ci sił.
- Jezus nie miał możliwości, by przerwać drogę, by odpocząć. Nie mógł napić się wody, odłożyć krzyża na bok. On szedł drogą do końca. My dzisiaj również chcemy, choć przez kilka godzin, iść tą drogą. Nie po to, by udowodnić sobie coś fizycznie, ale przede wszystkim, by pokazać Bogu: „chcę iść za Tobą - nawet jeśli boli, nawet jeśli nie rozumiem, nawet jeśli nie widzę sensu. Idę, bo Ty tą drogą z miłości oddałeś swoje życie za mnie”.
- I może właśnie tej nocy odkryjesz prawdę, której dawno nie słyszałeś, może zamilknie w tobie lęk, może przestaniesz słuchać tego wewnętrznego głosu, który może powtarza, że nie dasz rady, nie jesteś wystarczająco przygotowany czy że „Boga nie interesujesz”. Dziś tej nocy Bóg mówi coś zupełnie innego: „Jestem z tobą, nigdy cię nie zostawiłem, idę obok, pragnę wspinać cię w twoim podążaniu za mną” - dodawał.
- Ta droga, którą chcemy pójść to nie jest droga dla idealnych ludzi, perfekcyjnych, bo wszyscy jesteśmy słabi i grzeszni, wszyscy mamy jakieś bagaże doświadczeń, które dźwigamy i które również są naszymi „krzyżami”. Nie trzeba być superbohaterem, żeby wyjść na tę trasę, trzeba mieć tylko jedno: serce, które jest gotowe otworzyć się, a Pan Bóg zrobi resztę - powiedział ks. Maciej Igielski.