- Wojtuś miał urodzić się zdrowy. Niestety, w 7 miesiącu ciąży dowiedzieliśmy się, że nasz wyczekany cud, nasz ukochany synek ma śmiertelnie niebezpieczną wadę serca HLHS, czyli urodzi się połową serduszka. Lekarze powiedzieli, że to najgorsza wada, jak może być. Wojtuś dostał tylko 50% szans na przeżycie - przekazują rodzice chłopca.
- Dziś czekamy na II etap operacji rekonstrukcji wady serca. Mamy nadzieję, że odbędzie się w Polsce, na NFZ. Wojtuś skończył 3 latka i właśnie zaczął przedszkole. Jest bardzo energicznym dzieckiem, jednak jego serduszko za nim nie nadąża. Bardzo szybko się męczy, dostaje sinicy - przekazują.
- Synek jest pod stałą kontrolą lekarzy w Krakowie i w Rzeszowie. Jeździmy na wiele prywatnych wizyt, setki kilometrów. To generuje olbrzymie koszty, z którymi nie jesteśmy sobie w stanie poradzić. Synek nie ma grasicy, musi brać specjalne leki na odporność. I choć kolejna operacja już śni nam się po nocach, bo bardzo się jej boimy, to musimy żyć tym, co jest teraz - dodają rodzice. - Dlatego bardzo prosimy o pomoc dla Wojtusia. Walczymy o jego chore serduszko, a właściwie jego połowę - by biło jak najdłużej! Za każdy gest wsparcia dziękujemy! - dodają.