Mielec Aktywni Lifestyle

Zamknij

Tańce wśród Piratów - część I

11:52, 15.11.2011

Podróżnicy wylecieli z Krakowa do Warszawy 31 października. Tego samego dnia mieli już samolot z Warszawy do Frankfurtu. - Wreszcie wylądowaliśmy w Caracas. Miasto powitało nas zielonymi górami i upalną pogodą - relacjonuje Magda.

1 listopada, Caracas

W domu Ivana, gdzie mieliśmy mieszkać, było już dwóch Niemców i para z Hiszpanii.  Tworzyliśmy całkiem ciekawy międzynarodowy kolektyw. Z Hiszpanami od razu złapaliśmy wspólny język. Mieszkali pięć miesięcy w Nikaragui, biorąc udział w jakimś projekcie dotyczącym zdrowia mentalnego mieszkańców wiosek, a teraz są w podróży. Zjechali z Nicaragui przez Kostarykę, Panamę i Kolumbię, od tygodnia są w Caracas, mieszkając u Ivana. Mieliśmy mnóstwo pytań do nich i Ana bardzo chętnie notowała dla nas wszelkie ciekawe miejsca, w których byli.

- Tam jest przepięknie, musicie tam pojechać! O, a tutaj jak jest ślicznie! Tutaj też musicie koniecznie być, przyroda zachwyca! A ta rzeka, mówię ci, jaka ona jest piękna!

Różnica czasu zmogła nas, zasnęliśmy zanim Ivan przyrządził dla wszystkich kolację.

2 listopada, Caracas

Wstaliśmy dużo wcześniej, niż reszta mieszkańców domu Ivana. Mieliśmy dużo czasu na  lekturę oraz robienie zdjęć przez kraty w oknach Ivana – z 12-go piętra.

Skoczyłam z Ivanem po śniadaniowe zakupy. Ivan przygotował dla wszystkich wielką jajecznicę, smażone banany i chlebek kukurydziany. Polityka domu Ivana jest taka, że Ivan robi zakupy i gotuje z pomocą wszystkich i wszyscy składają się na jedzenie. Jest to bardzo fajne, bo chłopak gotuje dobrze, a dla backpackerów posiłki wychodzą 3 razy taniej niż na mieście.

Wybraliśmy się z Iwanem i Niemcem-Luisem do parku narodowego, do którego wejście ż było prosto z dzielnicy Chacao. Park to już teren górski. Zaskoczyły nas dobrze przygotowane szlaki. Przeszliśmy jeden odcinek trasy, robiąc różnicę wzniesień 300 metrów i znaleźliśmy się na wysokości 1300 m npm. Szlaki prowadziły dalej do wysokości 2300 m. Spacer był cudny: zaleźliśmy się w świeżej, dzikiej zieleni, a ze wszech stron otaczały nas motyle, ptaki i wiewiórki, które próbowaliśmy fotografować.

3 listopada, Caracas

Rano postanowiliśmy spełnić naszą misję Ambasadorów UEK w Ameryce Centralnej.  Ponieważ Ivan jest doktorantem i pracuje na uniwersytecie, zabraliśmy się z nim. Po drodze  podziwialiśmy Parlament, Sąd Najwyższy, mieliśmy też okazję wejść do domu Simona Bolivara oraz zobaczyć trupy teatralne, których  zjechało się do Caracas mnóstwo na festiwal teatrów ulicznych. 

- Nie znam nikogo z Polski, kto studiuje u nas – stwierdził Ivan.

- No bo właśnie Polacy nie chcą studiować w Caracas, bo boją się, ale ludzie z Caracas studiują w Krakowie chętnie - wytłumaczyliśmy.

- Nie znam nikogo stąd, kto studiowałby w Polsce. Mamy rozwiniętą wymianę z uczelniami w Londynie i w Toronto i wyjeżdża tam sporo osób. Ale w Polsce? Nigdy o czymś takim nie słyszałem.

- No cóż, może nie zwracałeś na to uwagi.

Na uniwersytecie poszliśmy na Wydział Nauk Ekonomicznych i Społecznych. UEL nie przekazał nam żadnych kontaktów i nazwisk, więc musieliśmy działać na własną rękę. Uczelnia jest urządzona bardzo skromnie. Jest ogromna, ma wielką bibliotekę, ale jest brzydka. Uroku dodają jej jedynie wielkie palmy oraz motyle.

Gdy przyszliśmy do domu, sprawdziliśmy to jeszcze w Internecie i okazało się, że poszliśmy na inny uniwersytet, niż ten, z którym współpracuje UEK. Trudno – byliśmy na największym w Wenezueli. Misja ambasadorów powiodła się perfekcyjnie – nawiązaliśmy nową współpracę. Ivan pewnie chętnie zajmie się kontaktem z polską uczelnią, tym bardziej, że od kwietnia będzie w Europie, planuje pobyt w Polsce.

Wróciliśmy do domu po bagaże i popędziliśmy na lotnisko. Czeka na nas Panama –z przesiadką na Kubie.

4 listopada, Caracas (!)

Wchodzimy na lotnisko, widzimy, że na liście odlotów nie ma naszego rejsu do Havany. Rozglądamy się, co jest grane.

- Tu są linie Conviasa, chodź, zobaczymy.

Podeszliśmy do check-inów, ale były zamknięte.,

- My na lot do Havany – mówimy do załogi.

- Odprawa zamknięta.

- Ale jak to?

- Zamknęliśmy odprawę 2 godziny przed startem samolotu. Trzeba było przyjść 4 godziny przed odlotem.

- To nie jest możliwe! Wszędzie pasażerowie przychodzą 2 godziny przed odlotem, a nie 4.

- Tutaj 4 godziny i nic na to nie poradzę.

- Ale przepuści nas pan, prawda?

- Nie wiem, pójdę zapytać.

- Nie, nie mogę was puścić.

- Jak to?

- Musicie poczekać i przełożyć bilet na jutro. To kosztuje 650 boliwarów od biletu.

- Nie możemy lecieć jutro, bo w nocy mamy przesiadkę do Panamy.

- No to macie problem.

- Mamy, bo mamy kilka przelotów na jednym bilecie. Jeśli nie zdążymy na ten lot, stracimy wszystkie przeloty.

Nie znaleźliśmy ani współczucia, ani zrozumienia u załogi Conviasa, pomimo, iż powiedziałam im, że to jest nasza podróż poślubna. Nie było to całkiem kłamstwem, bo przecież jest to nasza podróż poślubna, z tym, że trzecia.  Natomiast nasza złość i rozgoryczenie było ogromne. A najgorszy w tym wszystkim był fakt, że sami sobie byliśmy winni.

Zadzwoniliśmy do naszego sponsora i przyjaciela, WhyNotFly, firmy w której zawsze kupujemy bilety. Poradzili nam natomiast, co mamy zrobić, żeby nie stracić połączeń i dobrze na tym wyjść. Pani Ewa odebrała telefon o godzinie 21:30 czasu polskiego, co zrobiło na nas bardzo pozytywne wrażenie.

Poszliśmy więc do check-inów linii COPA, z którymi mamy resztę przelotów. Pani poleciła nam, żebyśmy zadzwonili do ich call-centre i spróbowali zmienić miejsce wylotu. Zamiast wylecieć z Havany do Panamy, możemy lecieć z Caracas do Panamy. Jest w nocy taki samolot i są w nim wolne miejsca. To powinno być możliwe i nie kosztować wiele. 

Dajemy paszporty, okazuje się, że nie ma nas na liście pasażerów. Owszem, jest rezerwacja lotu na nasze nazwiska, ale nie ma zmian w bilecie.

Byliśmy wściekli. Wróciliśmy do Caracas, nawet bez siusiu, porannej kawy i śniadania.

Siedzimy w biurze COPA od 9, a jest 15.30 i czekamy na zmianę naszych biletów, za którą zapłaciliśmy. Posible solo en America Latina…

4 listopada, Caracas (wieczorem)

Koło godziny 16:30 wreszcie dostaliśmy nasze bilety z wylotem 5 XI 2011 o godzinie 6:44. Oznaczało to, że kolejny raz musimy spać na lotnisku, ponieważ tak wcześnie rano żaden autobus nie jedzie na lotnisko. Zdecydowaliśmy się na przejazd linią Sitsa. Żeby nie zmarnować dnia poszliśmy jeszcze do ogrodu botanicznego i udaliśmy się do metra.

Dotarliśmy pod hotel Alba Caracas, skąd odjeżdżają autobusy Sitsa i poszliśmy kupić bilety.  Upewniliśmy się, że ostatni odjazd na lotnisko jest o godzinie 19:30. Pani w okienku powiedziała, żebyśmy przyszli o 19:00, bo sprzedaje bilety tylko na najbliższą godzinę odjazdu. Poszliśmy więc do auli hotelowej, gdzie skorzystaliśmy z Wi-Fi, by móc zamieścić relację na naszej stronie. Tuż przed 19:00 Magda poszła do biura, by dopełnić formalności biletowych. Po pięciu minutach wpadła jednak zdyszana do auli.

- Marcin, mamy problem, ta baba powiedziała, że ostatni autobus odjechał o godzinie 18:45.

- Ale przecież wcześniej powiedziała, że odjedzie o 19:30

- Tak, tylko że zapomniała sobie, że dziś jest piątek, a w piątki autobusy kursują tylko do 18:45.

Okrutnie zdenerwowani wzięliśmy plecaki i poszliśmy szukać drugiej, droższej linii autobusowej.

5 listopada, Caracas – Panama City

3:00 rano, pobudka na lotnisku. Drugi dzień terminal lotniska w Caracas jest naszym domem. Spaliśmy w zaułku, gdzie chyba wielu podróżnych nocowało w oczekiwaniu na swój lot. Nam po raz kolejny przypadł w udziale najlepszy kawałek podłogi, bo w towarzystwie gniazdka, gdzie podładowaliśmy netbooka i poręczy, za którą schroniliśmy nasze plecaki.  Magda jak każdego ranka zrobiła sobie rozgrzewkę. Niczym nie skrępowana, zaczęła robić różne figury, od geometrycznych, przez jogę, stretching i stanie na głowie. Zwróciła tym samym uwagę niektórych podróżnych, którzy zdążyli się przebudzić. Magda poleciała po bandzie, bowiem robiąc stanie na rekach zapomniała że pod luźną bluzeczką nie ma biustonosza… Wyobraźcie sobie minę Niemca, który akurat wówczas spojrzał w stronę stojącej na rękach Magdy pokazującej swoje wdzięki

Wchodzimy do samolotu, momentalnie uderzyła w nas fala gorącego powietrza. Nie działała klimatyzacja. Opuszczaliśmy Caracas z ulgą.

Dwie godziny później przy mocnych turbulencjach wylądowaliśmy w Panama City. Po krótkiej kontroli celnej wyszliśmy z lotniska w celu znalezienia połączenia do miasta. Zatrzymał się jeep.

- Jedziecie do Panama City? – spytała młoda kobieta.

- Tak.

- To wsiadajcie, w samochodzie jest mało miejsca, ale chętnie was podwiozę.

Amanda urodziła się w Kanadzie, ale kiedy została nauczycielką postanowiła, że będzie uczyć w różnych miastach świata. Zrobiła nam szybki wykład na temat bezpieczeństwa w Panama City i podwiozła pod hotel Veneto, skąd łatwo przedostaliśmy się do mieszkania Damiana, z którym wcześniej umówiliśmy się przez Couch Surfing

Damian mieszka na 23 piętrze luksusowego apartamentowca z oknami od podłogi do sufitu. Z przeszklonego balkonu jego mieszkania roztacza się widok na Pacyfik i drapacze chmur, a z okna pokoju, który został przygotowany dla nas, widać górzystą część Panamy.

Zostawiliśmy bagaże w pokoju i ruszyliśmy na spacer w kierunku Casco Viejo. Szybko jednak poczuliśmy zmęczenie, bowiem na lotnisku w Caracas prawie w ogóle nie spaliśmy. Wróciliśmy do domu z zamiarem nadrobienia zaległości sennych.

6 listopada, Panama City

Wypoczęci ruszyliśmy zobaczyć Casco Viejo, do którego nie dotarliśmy poprzedniego dnia. Przy każdym narożniku ulicy stał żołnierz lub policjant. Im bliżej byliśmy Casco Viejo, tym więcej było wojskowych. Zwróciło to naszą uwagę, ale nie byliśmy specjalnie tym zaniepokojeni. Najwyraźniej wojsko dba o bezpieczeństwo swoich obywateli.

Brzegiem Pacyfiku dotarliśmy do Casco Viejo i przeszliśmy większość uliczek kolonialnej części miasta.

Dotarliśmy na plac. Akurat niebo zaczęło płakać, więc schroniliśmy się pod dachem. Podszedł do nas pewien mężczyzna.

- Tam nie idźcie, bo was zastrzelą.

- Gdzie?

- Tam, gdzie chcieliście iść.

- Dlaczego?

- Bo tam mieszkają gangi, które walczą między sobą o wpływy w mieście. Napadają na ludzi i ich okradają. Strzelają bez pytania. To są piraci. Tą ulicą też nie chodźcie. I tą też nie. Ci ludzie nie znają litości i należy szerokim łukiem omijać te dzielnice miasta. El Chorillo, Santa Ana i San Miguel są bardzo niebezpieczne. Jeśli chcecie, pójdźcie tędy, ale tam nie idźcie, bo was zabiją.

7 listopada, Panama City

Dziś specjalnie nic się nie działo. Szukaliśmy hamaków do naszego mieszkanka. Postanowiliśmy też zrealizować nasz plan i udać się na wyspy archipelagu Świętego Błażeja, czyli na San Blas. Pytaliśmy Indianki z Kuna Yala jak dotrzeć na wyspy, szukaliśmy połączeń i sposobów na tanie podróżowanie. Najprościej jest wynająć jeepa, który kosztuje 25$ + podatek. Potem trzeba doliczyć przejazd na wyspy łódką za 10$. Do tego dochodzą koszty związane z pobytem na wyspach, a Indianie się cenią. Zatem najprostszym sposobem musielibyśmy zapłacić jakieś 120-150$ za sam przejazd w obie strony + koszty pobytu na wyspach.

To nas jednak nie interesuje. Szukaliśmy alternatywy dla jeepa. Jest jeszcze statek towarowy, który odpływa z Portobelo do Cartageny i ma przystanek na San Blas. Ten jednak kosztuje 50$ za dzień od osoby. Są też promy, ale kosztują 250-400$ od osoby. Te opcje też nas nie zadowalały.

Mamy jednak alternatywę dla powyższych. I mamy nadzieję, że się uda Chcemy pojechać do Colon, potem do Portobelo. Tam złapać stopa do Santa Isabel, a potem stopa na łódkę, która nas zawiezie na San Blas. Liczymy, że się uda i będzie tanio.

Przez najbliższe 4-5 dni nie będziemy mieć dostępu do Internetu. Jesteśmy już spakowani i gotowi do drogi. Wcześnie rano ruszamy, by jeszcze koło południa móc rozkoszować się nurkowaniem na rafach koralowych archipelagu. Wreszcie spełni się nasze marzenie. 365 wysp czeka na nas, a tylko 36 jest zamieszkałych. Czad!

Ze śmiesznych historii z tego dnia: kiedy wychodziliśmy rano na spacer, Damian zabrał się za sprzątanie mieszkania, najwyraźniej nasza lekcja nie poszła w las. Natomiast kiedy wróciliśmy z przechadzki po mieście, zastaliśmy Damiana z jedną nogą w bucie, a drugą moczoną w tacce piekarnikowej.

Śledź losy Magdy i Marcina w portalu hej.mielec.pl. W dziale Turystyka znajdziesz kolejne relacje z ich podróży do Ameryki Centralnej.

KS

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (3)

paxpax

0 0

Calkiem ciekawy poczatek wyprawy - najpierw mylicie Uniwersytet - hehe, to juz jest nie lada wyczyn, pozniej z kolejnego nie przygotowania i nie rozeznania tematu podrozy i stawiania sie na odprawy w tamtych regionach przychodzicie za pozno i jeszcze macie pretensje hehe, nastepnie dzwonicie do swojej pani od biletow i jestescie zachwyceni ze odebrala telefon wieczorem haha (pozadne agencje pracuja 24h/7 dni), a juz pomijam ze podroznicy zazwyczaj sami kupuja sobie bilety bo jest taniej i przy tym tez maja "fun" (no ale ok - niech bedzie ze to Wasz sponsor). Kolejna mrozaca krew w zylach historia haha - udajecie sie do dzielnicy w ktorej moga Was zabic i przypadkowy przechodzien byc moze ratuje Wam zycie - znowu nie przygotowalismy sie do podrozy, nie bylo rozeznania, nie czytalismy przewodnikow ? A na koniec nie smieszna historia o sprzatajacym Damianie z jedna noga w bucie a druga w tacce - o co chodzi tego to juz nikt nie wie no ale niech bedzie ze smieszne... Podsumowujac - niby wielka podroz ale brzmi jak stereotypowy "polak na wakacjach" - brakuje jeszcze tylko jakiejs pijackiej burdy.

09:56, 17.11.2011
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

0 0

pseudo podroznicy nie umia opisywac, wogole nie ciekawe te relacje

11:12, 17.11.2011
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Krzycho_90Krzycho_90

0 0

Spoko, cel jest w porządku, ale osiąganie go w ten sposób to dla mnie trochę robienie sobie bloga za free poprzez portal informacyjny jak również gazetę która opisuje to samo :)
Jeżeli byłaby to już akcja charytatywna to wolałbym jako sponsor te pieniądze, które mają iśc na podróż przekazać na inne chore dzieci.

10:42, 20.11.2011
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu hej.mielec.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%